Niemodna

Bo ja to jestem kobietą bezstylową, serio. Ilekroć nie chciałabym się jakoś ładnie ubrać, tyle samo razy ląduje to tylko w moich wyobrażeniach. Rzeczywistość pozwoliła mi wykreować siebie ukrytą za nijaką formą materiału i kroju. Jakoś tak nie z wyboru, po prostu tak się zawsze jakoś składa. Klasyką są spodnie (choć ostatnio cierpię na ich brak), bluzki na górę i jakieś okrycia wierzchnie. Mam tak, że jak się do czegoś przyzwyczaję to nie mogę się odczepić i się pokazuje komuś w tym samym (mimo że dni tygodnia się zmieniają). W jakimś lajfstajlowym programie na kanale, który styl ma w tytule, usłyszałam zdanie:

–  „Pomożemy Ci odzyskać Twoją kobiecość”.

A co jeśli nigdy jej nie było? Jeśli wszystko jest podpatrzone i dopasowywane  tylko do moich kształtów? A wszelkie wyjścia poza bezpieczną formę to wieczne zakrywanie za krótkiej spódniczki (choć jest raptem przed kolano), dekoltu zakrywanie ręką, torebką i czym tylko wyobraźnia podpowie.

Czasami aura za oknem skłania mnie do redukcji ubrań w szafie, tego jest tam zdecydowanie za dużo. I w większości nie chodzę – standard. Jednak ostatnio coraz lepiej patrzy mi się na moje ubrania i na mnie w moich ubraniach. Zauważyłam, że zaczęłam się stroić. Jakie to jest mocno kobiece! I tu bardzo dziękuję mojej COCH, która z taką piękną dziewczęcością, wybiera sobie ubrania. I przebiera się kilka razy dziennie, i fryzury ma zawsze piękne i jest tak dumna z tego, jak wygląda. Dziękuję Ci za to. I przepraszam, że kiedyś zrobiłam poranną awanturę, żebyś założyła spodnie. Ten jeden raz, tego jednego dnia, bo pogoda taka nie bardzo, a spodnie są w kwiaty, więc i tak będziesz wyglądać jak dziewczynka [sic!]. Wygrałam tę walkę, a Ty zapłakana poszłaś do przedszkola. A ja zaraz, wracając do domu, zrozumiałam jak głupio i bezczelnie postąpiłam. Dziękuje też sobie, że Cię potem za to przeprosiłam i powiedziałam, że nie będę na siłę dopasowywać Ciebie do mojego wyobrażenia. Tylko będę się od Ciebie uczyć radości i podglądać w tej naturalnej roli.

Dodaj komentarz