Helo Monday

 

Mówią, że jaki poniedziałek, taki cały tydzień. Skąd się wzięło przekonanie, że jeden dzień tygodnia ma wpływ na kolejne? To nie zespół naczyń ze sobą połączonych. Tylko odrębne bloki dwudziestoczterogodzinne. Jeszcze inaczej – jak wstaniesz lewą nogą to już cały dzień będziesz mieć pecha! Wszystko wyjdzie nie tak, pod górkę i ogólnie apokalipsa. Ooooo z tym bym polemizowała, bo mam w sobie umiejętności, aby środkowy dzień tygodnia i prawonożny kontakt z ziemią stał się niezłym bajzlem. Generalnie uważam, że  większość z tych rzeczy nie ma wpływu na mnie. Bo niby z jakiej racji??? To ja mam wpływ na wiele rzeczy – także strzeżcie się!

Rozpoczęłam sobie kolejny tydzień razem z bólem i łamaniem w kościach, ale to nie jest jakiś mega wyczyn. Wyczynem jest to, że ogarniam swoje małe poletko zawodowo-domowe z największą pieczołowitością i estetyzmem. Między kanapkami (mamooooo dlaczego nie płatki z mlekiem??), segregacją prania i radością, że brud usuwa za mnie pralka, po ogarnianie pracy (pisanie, pisanie, pisanie). Tak, bo właśnie tak wyglądają moje dni. Między chaosem a brzegiem kubka z kawą.

Lekko chciała mnie wyprowadzić z równowagi instytucja widząca mnie jako zestaw składek, mając nieotwarte swoje podwoje wcześnie rano. A ja głupia myślałam, że wszystkie są czynne od 7.30. No cóż tak nie jest, ale to nie szkodzi, zawitam do niej po południu, bo dzisiaj mają taki miły dzień (poniedziałek:)) i pracują dłużej. Ach!

Czyli statystycznie każdego dnia minimum jedna rzecz nie jest przeciwko mnie:) To bardzo dużo. A mówię to ja, która jeszcze nie dawno uważałam, że mnóstwo rzeczy, sytuacji, osób dziennie jest przeciwko mnie.

Dodaj komentarz