Jak traktować nowe w życiu?

Mam ostatnio taki etap w życiu, że pojawiło się nowe. Z dnia na dzień, bez dzień dobry, przepraszam, czy mogę. W zasadzie to pojawiło się sporo nowego na raz. Co tym bardziej sprawia mi radość, bo wpada w moje fundamenty i ani trochę ich nie narusza. Grzecznie przywitałam się i zrobiłam im miejsce. To bardzo ważne, żeby umieć przyjmować. W swoim OCHświecie usilnie pracują nad sobą poprzez zmianę. Im bardziej to robię, tym bardziej czuję z zewnątrz ukłucia i kolce. Straszne jest, kiedy nie idziesz ścieżką większości, kiedy nie podążasz i nie pożądasz tego co inni. Kiedy realizujesz siebie, masz szansę stać się:

  1. Outsaiderem – zupełnym odludkiem wytykanym palcami, za pracę nieprzynoszącą regularnych dochodów, ale za to mnóstwo satysfakcji,
  2. Romantycznym wojownikiem – który przeciwności losu, wykorzystuje jako polaryzację własnych działań. Im świat brutalniejszy i gorszy, tym ja mocniej zmotywowany do walki o własne racje. I o dziwo, cały czas upierasz się przy swoim,
  3. Szaleńcem – bo nie widzisz tego, co inni. Nie widzisz wpływów na konto, składek, podwyżek, awansów, samochodów, domów i działek,
  4. Pozornym szczęściarzem – bo wszystko i tak Ci się kiedyś zawali.

 

Mnie moja kilkumiesięczna praca 1:1 z laptopem przynosi owoc. Niewidzialne dla Was, widzialne dla mnie. Czyż to nie piękne? Coś może być bardzo ogólnego, niewidocznego jak pył dla kogoś, kto może sam przywalony jest kurzem. A jak ja wysprzątałam całą siebie to dostrzegam wszelkie okruszynki. To jest boskie!

Jedno w tym jeszcze widzę. Kompletną różnorodność ścieżki, inne barwy, inne znaki. I wara do tego komuś. Oddalam od siebie pierwotne doradztwo, ustalanie czegoś za kogoś lub sugerowanie jak ma żyć i postępować. Nie równaj mnie swoją miarą, nie jesteśmy tacy sami.

 

 

 

Dodaj komentarz