Czy rozwój jest czymś pożytecznym?

Nie wiem czy mam się śmiać czy nie, kiedy słyszę stwierdzenia, że siedzę w domu i nic nie robię. Fakt, zamknęłam się kiedyś na kilka miesięcy, po bardzo nieprzyjemnych sytuacjach zawodowych. Parę osób chciało mi zrobić bardzo nieładnie. I w sumie zrobiło, a ja się po tym skuliłam i zamknęłam w sobie. Co to jest za praca, jak się siedzi w domu? „Przecież widzisz jak jest i powinnaś iść gdzieś, chociaż na pół etatu”. Albo – „ja bym nie umiał tak nie zarabiać, tak siedzieć i czekać”. Przykre. Ale nie tłumaczę już ile czasu spędzam przed laptopem, co robię i jak robię. Jak nie wychodzę na osiem godzin, to nic nie robię. Zmora etatu w Polsce i zmora myślenia, że tylko etat daje pełną stabilizację. Fakt sytuacja, w której się znalazłam nie była komfortowa, ale mocno pracowałam nad jej zmianą, poprzez zmianę siebie. Długa jest historia tego co się w moim życiu wydarzyło i zaważyło na wszystko, co było później. Lawina dobrych i złych zdarzeń. Rzeczy na które miałam wpływ i nie miałam wpływu. Smutek i łzy, radość i uśmiech. I w tym wszystkim ja.
Z perspektywy czasu (bo nie będę Wam na ten moment szczegółów przybliżać, może później) zauważam, jak w pozornym szczęściu spadałam w dół. Pędziłam i kreowałam swoje życie, dość szybko i chaotycznie. Ale wychodziłam jak wszyscy z domu, ale jechałam jak większość samochodem do pracy, ale robiłam zakupy w supermarkecie, ale chodziłam ubrana i uczesana, więc pozornie było ok. W rzeczywistości nie było mnie, byłam dostosowana do otoczenia, które miało mnie gdzieś.

I kiedy byłam już najniżej, w zupełnej nicości i niebycie, zdobyłam siłę na ostatnią walkę o siebie. Nie wiem jakim cudem miałam do tego odwagę i siłę, ale dzisiaj jestem (już jakiś czas po tym) i wiem, że to był najważniejszy wysiłek w moim życiu. I jedyny ze względu na myślenie o sobie. Czasami ciężar tego, co było, jeszcze teraz przygniata mnie i dusi.

Wiem, że dla niektórych praca nad sobą jest niewidzialna i niedoceniana, momentami wręcz śmieszna. Doceniam ich zdanie, tak jak wyższość pieniądza nad szczęściem, czasu dla siebie nad jego brakiem, poczucia beznadziei nad poczuciem spokoju. Każdy jest panem swojego losu. Ja jestem panią, wręcz damą, która starannie wybiera kwiatki do bukietu.

Z racji tego, że jak już gdzieś wyżej pisałam i wcześniej (czyli to jest we mnie, bo skoro pisze o tym znowu później i jest, to znaczy że na pewno jest) czuję, że jestem na dobrej drodze, prostu idę sobie. I moja wielka radość mi świadkiem, że robię dobrze. Serio serio serio.

Dziękuję za głęboką wiarę we mnie, dziękuję za słowa krytyki. Wszystko wpływa na mnie, a ja sama najbardziej wpływam na siebie i dobrze się ogarniam.

Dodaj komentarz