Ja tu, Ty daleko

Matka ma prawo tęsknić za synem. Ma prawo przywoływać w myślach i słowach, fragmenty rozmów, monologów czy kłótni. Ma prawo odpowiadać w pustą przestrzeń na różne pytania. Ma prawo pytać i szukać, gdzie pada odpowiedź. I choć ja tu, a On w Bieszczadach. Ja wśród asfaltu, On wśród gleby ubitej stopami wędrowników. Ja gotuję dla domowników, on siedzi przy ognisku. On coraz większy, ja coraz starsza.

Z roku na rok my coraz inni. Nie ja jedna (wierzę, że jest nas więcej) pamiętam początki, trudne początki. Kto by pomyślał, że taka znajomość z tego wyjdzie. Takie wsparcie, radość i zrozumienie. Takie odbicie w lustrze, ja odbijam promienie a On je zbiera. W życiu nie myślałam, że to tak będzie wyglądać (no bo skąd?). Okazało się, że praca jest ciągła, nieustanna i nieprzerwana, żadne L4, żadne przepraszam zaspałam i nie przyjdę, przepraszam, ale składam wypowiedzenie, bo czuję, że nie jestem właściwą osobą na miejscu. W sumie za bardzo nie mieliśmy wyboru i radzimy sobie całkiem nieźle. Choć poznaliśmy się nie przypadkiem. Bogu dzięki, za ten przypadek.

Choć ten Twój wyjazd nie jest pierwszym, ani ostatnim, to nuta która gra mi w sercu jest podobna. Gdzieś chyba będę zawsze wodzić za Tobą myślami. Ty coraz bardziej na swoich torach, a mnie pozostaje patrzeć i wspierać. Bo Ty będziesz coraz dojrzalszy, a ja doświadczona i starsza.

SOCH niczym się w życiu nie przejmuj, dbaj o siebie.

4 Replies to “Ja tu, Ty daleko”

  1. Pięknie napisane, masz niezwykłą umiejętność nazywania rzeczy, których nie powinno się nazywać, by nie odebrać im czaru, w sposób, który wysyca ich niezwykłość 🙂

    1. Agnieszko, odkrywam i uwalniam w sobie tę umiejętność. Dziękuję, że to dostrzegłaś:)

  2. Piękny post.
    Dziękuję.

    1. Dziękuję. To ważne.

Dodaj komentarz