Nie aż taka zła

– Ja w Ciebie nie wierzę!
Uwierz, ja istnieję. Tak odpowiedziałam SOCH, kiedy po raz kolejny moje nieprzeniknione oko i ucho wychwyciło zachowanie w moich rejestrach niepożądane. A że jest ich sporo, to może to się spotkać z utratąawiary w moje istnienie i to, ze ja zawsze wszystko widzę, czuję i wiem.
Ale ja trwam wytrwale na swoim stanowisku. I zawsze słyszę i widzę, niestety. Nawet jak nie chcę, to to robię. I zamęczam otoczenie  (cóż zrobić że tak mam). Ale w natrętnościach jest też sporo troski:
– o to, żeby włosy nie zniszczyły się o wieczne zawijanie kosmyków na palec,
– o to, żeby zęby przypadkiem się nie skruszyły od szczekania nimi niczym zombie,
– o to, żeby strupków na ciele nie było za dużo, bo to potem blizna i wiadomo w moim odczuciu jakośtakośnietak,
– o to, że jak jemy i pijemy, to nie za szybko, bo potem się nie najemy i nie napoimy, a tylko żołądek rozregulujemy,
– o to, że jak sikamy to nie za szybko, bo nadwyrężamy pęcherz,
– aaa i o to, że się nie garbimy, bo buła się robi,

– …
Całe szczęście, że nie mówię tego jednocześnie. Bożesztymój, matkojedyna, wszyscyświęci, duchyipraduchy! Od takiego natręctwa uchowaj. Dobrej pracy nad pilnowaniem granic, życzę każdemu.

 

Dodaj komentarz