Nieskładność rytmu

Jakieś proste zakupy robię w sposób niezaplanowany, ad hoc. Nie ma bułek, zaglądam do pierwszej lepszej piekarni czy sklepu. Jednak te większe zakupy lubię mieć zaplanowane. Najczęściej robię listę i z nią chodzę po sklepie, wybieram produkty z promocji, a dalej z nich w myślach tworze menu na najbliższe dni. Kombinuję na takich zakupach. Przyglądam się kwocie, która wydaję. Jak jest za duża, to się lekko zlęknę. Jak jest większa niż zawsze, to w głębi się cieszę, że mogę sobie na nią pozwolić.

Kupić trochę więcej, ale wydać trochę mniej i wyjść na to samo. Krążenie i lawirowanie miedzy cenami, zakupami, zdarzeniami. Być tu i tam, a jednak zostać w domu. Być wszędzie.

Mam ostatnio spory pęd w sobie i moje średniej wielkości miasteczko może to odczuwać. Bo mnie widać więcej, bo mnie słychać więcej i ja tez zauważam więcej. Gdzieniegdzie przeciska się swoboda, bo lubię luz, który sobie daję. Dzieci jeżdżą na łyżwach na runku, który jest trochę zapomniany, a jednak ma w sobie sporo historii. Inni jeżdżą od niedawna na wrotkach w miejscu nowym, ale w całości nie najnowszym. Taka gdzieś z tego swoboda się unosi. Bo kto może to bywa na mieście, a kto nie to radzi sobie w innym sposób. Ja odkurzyłam radość z oglądania filmów i balansuję miedzy poniedziałkiem a środą (studyjnie w poniedziałki za 10 zł, sieciowo w środy za 16 zł). Coś dzięki temu zyskuję, widzę więcej. Z tych powyżej zostaje trochę kasy w kieszeni, widzę to wyraźnie. Wybrykiem jest kino w sobotę, 2+2 za 98 zł! Zdarzyło się, zgroza. Za to normalnie mogłabym wygospodarować dużo więcej, z jednej kwoty wykroiłabym kilka zdarzeń. A tak mam jedno, też dobrze, bo jest co wspominać.

Wszystko w moim miasteczku się budzi. Ludzie jeżdżą na rowerach, inni spacerują,  z gorącą kawą w kubku, bo tak się fajnie podkreśla szybki tryb życia. Młodzieżowy styl to buty odkrywające kostki, spodnie są przed kostki i kurtki z dłuższym tyłem. Przez Aleje się już nie przejeżdża, tylko slalomem omija, ale muza i tak leci. To z tych samochodów lokalnych i okolicznych, jak jest głośno to jest fajnie. W weekend zapętla się w potrzebie zdarzeń, między kinem, a zakupami czy galerią. Tylko obrzeża stoją puste, ulice bez spacerujących. Autobusy rzadziej jeżdżą, albo jeden po drugim. I są ulice, gdzie w niedziele tylko psy szczekają.

2 Replies to “Nieskładność rytmu”

  1. „Kupić trochę więcej, ale wydać trochę mniej i wyjść na to samo. Krążenie i lawirowanie miedzy cenami, zakupami, zdarzeniami. Być tu i tam, a jednak zostać w domu. Być wszędzie.” Młodzi na Dorobku coś o tym wiedzą 🙂 Esencja naszego dnia codziennego 😀

    1. Chcemy wszystkiego po trochu, nawet po małej odrobinie. Wtedy rośnie nam poczucie posiadania i doświadczenia wielu spraw:)

Dodaj komentarz