Przyjrzyj się sobie

 

Ojj własny rozwój może się odbić rykoszetem. Jednak daje mi to dużo radości, bo moje słowa nie padają gdzieś w przestrzeni domu i bezwiednie spadają między kurz i minione zdarzenia. Tylko gdzieś żłobią nowe połączenia w mózgu. A było tak.
SOCH wrócił jak zawsze tego dnia po takiej samej ilości lekcji, według planu ustalonego kilka miesięcy temu. Ja byłam w domu, choć ten dzień był obfity w załatwienie różnych spraw (ale to sprytnie obrobiłam rano, bo przecież opelą zwinnie przemieszczam się ulicami mojego niewielkiego miasta). Luźna rozmowa na sprawy ogólne, z włączeniem tego co się wydarzyło u nas podczas tego przedpołudnia. SOCH bardzo lubi w swoje słowa wtrącić coś wesołego lub zacząć robić coś nieskoordynowanego. Nagle zaczyna machać nogami lub rzucać się na stół, podkreślając tym swoje zmęczenie po pobycie w placówce, za którą nie przepada. Ale mój poziom przyswajania nieskoordynowanych ruchów, dziwnych dźwięków i rzutów ciałem o podłogę czy stół jest dość niski. Pracuję nad tym, serio. I tu na moje westchnienie i przewracanie oczami:
– Mamo dlaczego tak jest, że jak tata się wygłupia i ja przy nim, to się tak nie denerwujesz, a jak robię to sam to się, złościsz i nie pozwalasz mi być wesołym???
Yyy to mnie teraz coś nieskoordynowanie opadło. I rzeczywiście jeżeli jest we mnie jakaś reakcja na coś, to ja to muszę przemyśleć i zastanowić się nad reakcją. Bo tak jak słowa bolą, tak samo może czyjeś zachowanie. I mi to moje najdroższe szczęście przypomniało.

Dodaj komentarz