Miszyn

Ja załatwiłam sprawy w iście mistrzowskim tempie. A gdzieś już chyba wspominałam, że uwielbiam kiedy planowane działania, układają mi się idealnie niczym części zamka. Cyk i pierwsze zadanie, cyk i następne, a minuty działają wyłącznie na moją korzyść. Tak było i dzisiaj kiedy dziarsko ogarnęłam poranek, pojechałam do przychodni i pozwoliłam zabrać trochę mojej krwi do malutkiej fiolki. Zaczerpnęłam również trochę z porannych rozmów w poczekalni, które skupione były wokół liczb i czasu. „A który numerek teraz wszedł?”, „A te badania i leki – grunt to obserwacja organizmu”, „W moim wieku, to już człowiek inaczej się leczy”. Swoją drogą zastanawiam się na ile słyszę w tym siebie za kilkadziesiąt lat? Na ile świadomość, że jest się już na półmetku, skłania do pokory nad taką przyziemnością? Nie wiem, ale pomyślę nad tym.

Potem centrum mojego miasta i budynek, który przoduje wśród urzędów w mieście. I tam wchodząc, nawet na pierwsze piętro podchodzę do informacji i schylam się, bo otwór przez który wpadnie mój głos jest na wysokości moich rąk i słyszę: „Oooo a Pani pracuje u nas?” Zaprzeczyłam. „Bo taka Pani podobna do kogoś”. „Dziękuję”, mówię i po tym kurtuazyjnym wstępie przechodzimy do wymiany informacji istotnych. Punkt drugi załatwiony.

Wymykam stamtąd szybko, a ogólnie chodzę szybko i jeszcze teraz kiedy poranki chłodne, a dzisiaj dodatkowo spowite mgłą, ruszam do realizacji punktu numer 3. Zawsze jak przechodzę przez ten skwer to się zastanawiam nad jego umiejscowieniem i urokiem, jest dla mnie wtulony w parking (który jak jeden z kilku innych jest prywatny, czyli daje zarobić więcej niż miejski:J). Dalej idę i nie ma już sklepu z obuwiem, takiego gdzie buty równo ułożone były na witrynie, a wchodząc mogłam również zobaczyć je na półkach. Trochę inne od sieciowych, trochę lepiej wykonane, trochę droższe.  Teraz na szybie zostały kartki z sezonowymi wyprzedażami, ale towaru już nie ma. Już ich nie ma.

Apteka jest jak była, ale obsługa inna. Trafia mi się uprzejmy, acz lekko niepewny stażysta, który dokładnie sprawdza receptę, a skład robionych kropel do oczu skwapliwie konsultuje z przełożonymi. I zmienili w aptece półki i ladę – zauważam. Lubię dawać uśmiech, a jakoś tak tam jak stałam zaczęłam nim bombardować stażystę i innych. Tak mi się dobrze ostatnio uśmiecha. I wychodząc, rozsyłam ten uśmiech tym, którzy mieli okazję spotkać mnie na swojej drodze. A będąc już w mojej wiernej opeli pomykam do jednego z dyskontów, co produktów ma sporo i dużo w promocji, a że ja zliczam i przeliczam budżet, to korzystam z tego, co mi dział sprzedaży, marketingu i czegoś tam szykuje w cotygodniowej ofercie. Między alejkami chodzę szybko, przecież nie będę udawać, że nie wiem co gdzie jest. Jedyny taktyczny błąd to brak listy zakupów, ale pokonałam i to. I za całe 106, 50 zł nabyłam produkty, które uznałam za wyważony i potrzebny zakup.

Miszyn komplid.

W domu to mi się już chciało tylko jeść i kawyyyy, tak też uczyniłam nie złoszcząc dłużej siebie i zasiadłam do pracy zawodowej z niezwykłą radością

PS. Na koniec, tzn. na popołudnie zrobiłam tak genialne kluski leniwe, że sama sobie pogratulowałam.

Dodaj komentarz