Sajgon w głowie

Ile bym czasami dała za chwilę spokoju, żeby myśli nie furgotały jak kamienie pod kopytami konia. Żeby nie uderzały z impetem w różne zakamarki skroni. A tu dupa blada. Ceną rozwoju jest nieustanne zauważanie tego, co latami było za parawanem złudzenia. I już nic dla mnie nie jest takie samo. Każda myśl natrętnie wiruje w mojej głowie i nie ma siły, rozdzielam ją na wiele części. Tak się dzieje, gdy słyszę gdzieś w sklepie, w tłumie ludzi swobodnie jak elektrony poruszających się, dziwne zwroty oceniające. Mnie to teraz przydusza. No dobra, przesadzam. Ale smutek wypisany na twarzach widzę wyraźniej, tak jak i szczere zadowolenie.

Sama swoją sytuację nieustannie rozpisuję i rozkładam na czynniki pierwsze. Czasami z uporem maniaka, ale potem luzuję. Bo jak możliwe jest czuć się szczęśliwą tak bardzo, choć na niektórych polach tak niespełnioną (w oczach innych)? Ano można. Ja tak mam. Kiedyś było tak (w zamierzchłych czasach prowadzenia działalności), że zlecenia mnie omijały. Byłam zawodowym przykładem zleceń, które kiedyś będą miały miejsce. Sytuacji zawodowych, w których ktoś się do mnie odezwie. Bądź sytuacji, w których ktoś niepłacenie uważa za normę. Wściekłość, żal przepełniały mnie. Zrozumienie, że pewne rzeczy dzieją się w konkretnym celu przyszło dużo później.

Zakładam, że wszystko w życiu jest po coś i pochylam się nad tym, co mam teraz. Nad możliwością wytchnienia, pobycia w domu, rozwijania swoich pasji i szukania nowej drogi. Wiem, że taka jest przede mną, jeszcze lepsza niż te co były do tej pory. Tylko czasami kończy mi się cierpliwość, tak zwyczajnie szlag mnie trafia. To nie jest tak, że jak się dokonało zmiany w sobie, to każdy dzień to fontanna radości. Po terapii przeżywa się wszystkie emocje, tylko zupełnie inaczej. Nie pozwala im się zawładnąć sobą, albo odejść za szybko. Ale to jest dla mnie dobry moment, żeby się ogarnąć.  Ogar nie ogar, czas działała na moją korzyść.

 

 

Dodaj komentarz