Czy Ty też?

O odwagę można pytać długo. Dla jednych jest punktem odniesienia, dla innych stanem do którego się dąży. O akty odwagi woła się do młodych wojaków, którzy dla potrzeby wojny zakładali przyduże mundury i trzymali mocno bagnet, by zabijać wroga. Różne mieli pewnie powody od głębokiego patriotyzmu, przez powinność wobec rodziny, a gdzieś tam na końcu po dumę z samego siebie.

Ile odwagi ma w sobie kobieta, która przyznaje się w ramach akcji #metoo, że doznała czynów, słów i gestów, których sobie nie życzyła? Których bardzo nie chciała, ale nikt jej się o zdanie nie pytał. Ma bardzo dużo odwagi i wie, że jeszcze wiele razy będzie musiała jej użyć. Miała przecież cieszyć się z pogwizdywań na ulicy, z pijanego bełkotu chłopaka/narzeczonego/męża, miała czuć się szczęśliwą, jak na koniec usłyszała, że to najlepsze co jej się mogło przytrafić. Co słychać ze strony mężczyzn? Mniejszość wstydzi się tego, co wyrzuciła z siebie większość. Ta większość nie szczędzi słów pogardy, sprowadzenia wszystkiego do naturalnej męskiej dominacji, do udowodnienia kobietom, że jak świat światem tak się działo i dziać będzie. Powiesz kilkuletniemu chłopcu, że będzie za kilka lat używał przemocy wobec dziewczyny? I kilkuletniej dziewczynce, którą paraliżował będzie strach przed przejściem koło pijanych mężczyzn? Nie oczywiście, Ciebie to nie dotyczy. Ale dotyczy Twojego kumpla/sąsiada/brata/ojca/znajomego i wtedy możesz już coś zrobić.

Dlaczego wspólny mianownik odpowiedzi jest tak bardzo drażniący? By było go dużo, bo się powtarzał. W jednym momencie stał się aż duszący, kiedy te wszystkie historie zostały wypowiedziane jednym bolącym głosem.

Jackson Katz (w książce „Paradoks macho”) przywołuje jeden ze swoich wykładów, na których zaprasza słuchaczy i słuchaczki to krótkiego ćwiczenia. Dzieli tablicę na dwie kolumny i pytam mężczyzn: „Jakie kroki wy, faceci, czynicie codziennie, żeby ochronić się przed przemocą seksualną?”. Po ciszy, chichocie, pada kilka odpowiedzi – „Nie daje się zamknąć w więzieniu”, „Nic, nie myślę o tym”. Kiedy pytanie kierowane jest do kobiet natychmiast podnosi się las rąk. „Trzymam klucze tak, żeby w razie czego mogły służyć za broń”. „Nigdy nie uprawiam joggingu w nocy”. „Mojego numeru nie ma w książce telefonicznej”. „Nie parkuję w garażach”. „Na pierwszą randkę umawiam się zawsze w miejscu publicznym”. „Na ulicy nie nawiązuję kontaktu wzrokowego z mężczyznami”. Różnica w ilości odpowiedzi jest szokująca, wielu mężczyzn nawet nie zdawało sobie sprawy, jak powszechne jest to zjawisko. A dotyczy to matek, żon, sióstr, dziewczyn, koleżanek z pracy. Postrzegamy przemoc jako „przemocy wobec kobiet”, ale nie mówimy o fakcie, że sprawcami przemocy są mężczyźni. Proste ćwiczenie, a ukazuje paradoks, że tak naprawdę adresowane jest do mężczyzn.

Jak słyszysz to lekkie dygotanie w sercu, to się wsłuchaj. Może podpowiada Ci jakieś ważne działanie. Jak nie rozumiesz, pytaj. Jak nie wiesz co masz zrobić, pytaj. Jak nie chcesz czegoś robić, nie zmuszaj się. Nie przekraczaj w żadne sposób granicy cieńszej niż powiew wiatru.

Dodaj komentarz