Lekcja/temat: Mów kobieto, mów

 

Kobiety ostatnio krzyczą,  mnie się zdarza też to słyszeć. I krzyczeć.

Co dziwniejsze zauważyłam, że dobrze nam się krzyczy w grupie. Z czego to wynika? Boimy się w pojedynkę? Bo wtedy jesteś wariatka, nawiedzona, pobudzona i krzykaczka? A jak w grupie, to silna, wyzwolona, pełna mocy i sprawcza?

Ostatnio sprawdzam siebie w nietypowych działaniach. Jednym z nich jest bratanie się z lokalną społecznością w weekendowe wieczory. Okazuje się, że grupa kobiet, która również ma taki fantastyczny pomysł robi to dłużej ode mnie, zrobiła z tego rytuał i uczestniczy w ten sposób w swoistej grupie wsparcia. Posyłamy sobie takie spojrzenia i uśmiechy, że dobrze ćwiczysz, działaj tak dalej, bo powiedzieć to jakoś sobie tego nie umiemy. Nasze wyczyny (tak, bo ja już się czuję częścią grupy, wśród kobiet które znam poprzez ich dzieci) z boku mogą wyglądać komicznie. Poza prowadzącą zajęcia trenerką i kilkoma paniami na przedzie, reszta radzi sobie jak może. Przynajmniej ja wyżywam się w nie do rytmu i nie do taktu, ale w mojej naturze tak mi jest w zupełności dobrze. Dobrze samej z sobą. Jak wyrwana z transu moja mocna struktura zostaje … no lekko naruszona. Bo nagle słyszę okrzyk:

– Zummmm!!!!!!!!

Przysięgam dopasowywałam do tego wiele zwrotów, imion, haseł i nic. Dopiero po jakimś czasie jak koleżanka mnie oświeciła, że trzeba odpowiedzieć: „baaaa!!!!!!!!”, no to teraz łączy mi się to w całość. Nie dość, że wytwarzamy wspólną energię, to jeszcze mamy się drzeć. Bo jak nie „zummm-baaaa”, to dochodzi do tego: „ułu ułu”.

W kobiecej społeczności chodzi o słyszalność, o takie jednoczenie się kiedy działamy razem. Kiedy wróg wspólny, może nawet nie znany, jedna drugiej próbuje pomóc. Nawet małym gestem, nawet cichym krzykiem.

No i drugie doświadczenie, w dużej grupie kobiet na którą również zgłosiłyśmy się dobrowolnie, nie znając się wcześniej zupełnie. Zachęciło nas wspólne działanie, aby samej się bronić. Wiedzieć, że pracujemy na ugiętych kolanach, łokcie przy sobie, cały czas trzymając gardę. Same sobie wymierzamy ciosy i stosujemy techniki. Dzielny prowadzący (naprawdę) wzmacnia w tylu kobietach poczucie siły, które jest zgubione i nawet krzyku wydać nie potrafi. Mamy zbudować silną postawę, znać podstawy i myśleć, że siła jest w nas. Co chwilę niepotrzebnie odsłaniamy ramiona, nogi, brzuch dając pole do ataku. A chodzi o to, żeby wiedzieć jak zawstydzić przeciwnika swoją zwinnością i nie byciem krzykaczką, panikarą czy wariatką. No coś w tym stylu, bo po kursie część strachu i niepewności powinna zniknąć. Znikną też siniaki i zakwasy, które u mnie przypominają że jestem w całości.

Na tych spotkaniach głosy są cichsze, nie ma skandowania. Tylko prawie w każdej gra wewnątrz jakiś głos, mówiący na co już sobie nigdy nie pozwoli.

Wiedzieć od samego początku

Uczę i pytam COCH czy pamięta jak się krzyczy:

– Tak, że mi w uszach gwiżdże i robię się czerwona na twarzy.

Dodaj komentarz