Kontra rzeczywistość

Dzień to nieustające pasmo zdarzeń, decyzja za decyzją, oddech za oddechem. Czy tez czujesz, że powietrze czasami jest za ciężkie, aby je wdychać? Że gniecie się jak klucha, której nie możesz przełknąć? Bez niego nie istniejesz, korzystasz cały czas. Masz stałą receptę bez refundacji. Nawet nie musiałeś stać w kolejce, ani specjalnie podupadać na zdrowiu, za friko je masz. Powietrze Cię otacza, wpycha się w nozdrza, głaszcze włosy, układa się na ubraniu razem z linią Twojego ciała. Po prostu jest.

Rozewrzeć ramiona jak samolot albo wielka płaszczka i sztachnąć się wolnością, dostać od tego porządnego kopa. O tak, jesteś i stoisz wielki człowieku. Tylko czemu czasami boisz się nabrać powietrza? Czemu więcej się dusisz niż krzyczysz? Tak się zapytam – czemu oddychasz w ukryciu, czemu robisz to ot, tak? Uczę się otwierać ramiona i krzyczeć. Wywalam wtedy z głębi pokłady niespełnionych słów, zapomnianych marzeń i wielkich wielkich pragnień. Na chwilę zapomniałam jak to jest mieć marzenia i czuć, że mi się w pełni należą. Działać na rzecz ich spełnienia, kreować ich przyjście i być orędownikiem ich spełnienia. Nie blokuję się na to już niczym.

Jak gonimy i o tym zapominamy, to trzeba się zatrzymać. Jak za długo trwamy nad jakąś myślą, to trzeba się zatrzymać. Jak mamy mniej, a chcemy więcej, to trzeba się zatrzymać. I zrobić sobie krótki kurs oddychania. Jestem, nie jestem. Jestem, nie jestem. Jestem.

Dodaj komentarz