Siła dialogu

W małej przestrzeni pomieszczenia spotykają się różni ludzie. Obserwuję ich, bo te spotkania są cykliczne, więc widzę ich w regularnym rytmie czasu, choć oni myślą, że nie zauważam ich w ogóle. Mieszana grupa pań i panów, z różnych ulic i środowisk. Na pozór mają dużo ze sobą wspólnego, podobny wiek, doświadczenia, które z racji biegu życia w większości przeżyli. Bo jak im odjąć to, że wspominają o pracy? Jeden wstawał bardzo wcześnie i dokładnie pamięta czasy, kiedy autobusy jeździły bez rozkładu jazdy (bo ich nie było) musiał iść do pracy pieszo.

– Ale mówię Wam, ja to miałem siłę! Po 10 kilometrów czasami się chodziło, i nie było telefonu, nikt nie dzwonił i nie pytał, gdzie jestem. Ale w domu zawsze ktoś czekał, była rodzina, byli przyjaciele. Teraz wszyscy są w swoją stronę zwróceni i tyle z relacji.

– A jak było wolne, to się popołudniami spacerowało. A szczególnie w niedzielę. Parki były pełne ludzi. A każdy ze spacerujących elegancko ubrany. To się po prostu czuło, że jest dzień odświętny i to strojem też trzeba pokazać.

Część kiwa na tę relację głową. Część przyznaje mówiącemu rację, inna część wie, że on zawsze tak mówi, ale nikt nie wie czy tak naprawdę było. Część kiwa głową z przyzwyczajenia, bo przyjęli sobie, że jak ktoś mówi, to się go słucha.

Co jest siłą dyskusji?

Jak dopuszczają Cię do głosu trzeba mówić, gadać, modulować ton i gdy rozmówcy nam uciekają, zawracać do siebie, zawsze do siebie. Nie patrzeć, jak inni się nudzą bądź chcą dojść do głosu, bo jeszcze powiedzą coś ciekawszego ode mnie, albo nie daj Boże podważą moje słowa. Nie chcemy przecież odrzucenia. Wolimy siłę audytorium, niż jakąkolwiek pustkę. Ale cóż ja rozważam, może są ludzie którzy po prostu lubią mówić? Czy ja muszę ich słuchać? Nie, nie muszę tylko dlaczego z obserwowanej z boku rozmowy, aż tak dużo biorę do siebie?

Milczenie nie jest lepsze

W dużej przestrzeni też się spotykają ludzie, przecież jest nas tak dużo, że gdzieś tam zawsze się widzimy. Tylko się mijamy bezwiednie, automatycznie odwracamy wzrok i idziemy w swoją stronę. Nie mówimy nic, może nie chcemy być wyśmiani. A jak już się nam nazbiera tego milczenia, to krzyczymy, protestujemy i drzemy się niemiłosiernie.

W wewnętrznej walce, albo zupełnie bezwiednie można przekroczyć granicę. I tak w tej grupce, która tak się spotyka i rozmawia, zdarzy się sytuacja bardzo potrzebna. Jedna pani, ot tak mówi:

– Miałam dzisiaj nie przyjść, a przyszłam. To dobrze, że jestem, prawda?

Dodaj komentarz