Codzienność (z innej perspektywy)

 

Przy porankach czasami nic się nie chce. Wstawanie wydaje się jakimś zewnętrznym przymusem, bo w środku w żaden sposób tego nie chcę. Co za sprzeczność, każe się wyrywać ze świata marzeń? To bezkształtna jeszcze rzeczywistość, która szuka uwypuklenia w naszym dniu. Och jak bardzo dzisiaj walczyła, że nadać jakikolwiek kształt moim działaniom.

Nie zawsze walka jest równa i wynik satysfakcjonujący. Nie zawsze gracz jest  w najlepszej formie. W moim przypadku, każda forma działania wymykała się spod kontroli. Poranek – wstawanie mozolne, niekontrolowane przyśnięcie na krześle (jak jestem w formie, to wyrywam te kilka minut na kreatywne pisanieJ). Ubiór – od kilku dni trąbią, ze wiosna i o cieplenie (albo że to już lato i lata nie będzie tylko od razu zima) to ja oczywiście dostrzegam tylko cienie na dworze, więc biorę bluzę, kurtkę i pełne buty. Co skutkuje tym, że wracając do domu jestem przemęczona dźwiganiem niezbędników (torebka i laptop) i sterty ubrań.

Myślałam, że uratuje mnie kawa. Cudowne lekarstwo, które leczy zapachem. Nic z tego, bo postanowiłam do imbryczka nie wlać wody. Drobiazg. Później okazało się, że kawa była za mocna, za gorąca i w złym kubku. Rozmawianie z ludźmi mi nie wychodzi, więc mruczę lub sapie (bo to werbalny znak, że mam przesyt wszystkiego). I tak bym mogła bez końca, na szczęście nie muszę. Wyliczanka skończona, choć dla mnie była utrapieniem, to dla niektórych mówiła jaka to jestem zabawna.

Oddychaj, nie zapominaj oddychać. Teraz za życie trzeba się brać.

Dodaj komentarz