Życie to drobiazg

Najgorsze jest nastawienie się na coś, założenie że ma być tak, a nie inaczej. Albo już najlepiej założenie, że będzie źle. Wtedy usprawiedliwiam sama siebie, że przecież wiedziałam, że się nie uda. Wiedziałam, że będę zmęczona, że nie zdążę zjeść śniadania, że się spóźnię do pracy, że będę cały dzień zmęczona, że wszystko jest przeciw mnie. Cudowna tona usprawiedliwień. Złote myśli żebrzącego o  pocieszenie. Taki jestem biedny i dobry żuczek, a wszyscy są przeciwko mnie.

Wystarczyło, że wyjechałam 700 km i dostałam natchnienia, że cudowny stan bycia gdzieś indziej można przenieść w swoją codzienną przestrzeń. Fala olśnienia była jak ta morska, którą zobaczyłam po przejechaniu taaakiej ilości kilometrów. Nie było lekko (z podróżą) natomiast sama tafla wody wprost cudowna. Nic tylko szarawy odcień wody, który na horyzoncie stykał się z mglistym niebem. I piasek, jasny i mięsisty, zatrzymujący tylko na chwilę odcisk butów. Czyli przyjechałam nad morze i pierwsze, czego pragnęłam to zobaczyć to, co oczywiste. Jak wróciłam do domu to pierwsze, co zobaczyłam też było oczywiste. To moja rzeczywistość – codzienna i pełna niepowtarzalnych zdarzeń.

Kocham swój stan podczas wyjazdów, bez ograniczeń jestem wtedy z sobą. Ale kocham też dystans powrotów, oglądanie rzeczy na nowo. Zupełnie bez znaczenia jak długo mnie nie było, w jakiś sposób odzwyczaiłam się od domu, sprzętów, rodziny (też!:))). Jednak, wyjeżdżając zawsze chcę trochę odpocząć, zmienić otoczenie i oderwać się od codziennego rytmu dnia. Co w takim razie zyskuję? Poznanie, zupełnie nowe poznanie siebie. Co może wyglądać na umiejętność w dwóch równoległych światach, ale niech i tak będzie. Niech podróżowanie będzie poznawaniem siebie w dwóch różnych światach. I chwytaniem się drobiazgów, malutkich muśnięć czasu, które wkradają się w naszą pamięć. Wszystkie drobne rzeczy, które nas cieszą. Uśmiech pani na spacerze, widok morza, poranna kawa, ulica którą spacerujesz, jedzenie które jesz, rozmowy które prowadzisz. Coś co trwa chwilę, niepozornie zostaje na wiele dłużej. Coś co mamy cały czas, odpychamy od swojej pamięci.

Każdy dzień jest inny od drugiego, nie ma co zwalać winy na miejsce, w którym się jest. Niczemu nie jest winny nasz dom, miasto zamieszkania czy miejsce pracy. Znamion winy nie nosi też pensjonat czy kurort, nowe krajobrazy. Grunt to siebie w tym wszystkim odnaleźć.

Dodaj komentarz