Limit dnia

Dni mijają bardzo szybko. Ledwo się jakiś tydzień zacznie, a już się kończy. Galop życia dopadł i mnie, staram się więc utrzymać w siodle jak najlepiej. Po każdym zakończonym dniu zastanawiam się nad nim i głębiej oddycham. Pytam sama siebie czy dobrze go wykorzystałam? Czy nie straciłam żadnej szansy, spojrzenia, westchnienia czy zamysłu które było dla mnie przeznaczone? Stany zamyślenia, słodkiej analizy, tego co było i jak było – oj, jak bardzo mnie to definiuje. Zatrzymuję się przy zdarzeniach czy osobach, przy których powinnam bardziej się skupić. I tu nie chodzi o spektakularne bum, czasami z okruchów dnia powstaje coś niesamowitego. Z osób i zdarzeń, które Bóg postawił na mojej drodze powstają największe skarby.

Na odejścia nie ma rady, nie zatrzyma się ich w czasie, bo są już dawno zapowiedziane. Co w takim razie wyróżnia nasz pobyt „tu i teraz”? Jest tyle budujących zdarzeń, których każdego dnia doświadczam. Co więcej, wzrastam na wielkiej ilości dobroci i relacji. Pączkuję od napływu dobra. Przez pączkowanie dobrze się rozrasta i dzieli, więc rozdaję dalej. Z pewnością możliwość czucia i bycia, tych wszystkich emocji, tak różnorodnych że wypełniają nam nasz czas po brzegi. Wznosimy się w górę, albo opadamy na dół. A gdzieś po środku tego stanu wiodę swoje życie, uczę się doceniać równowagę. Czerpać z tej chwili wytchnienia, kiedy kawa nie jest wypijana w pośpiechu tylko jest pita w ogóle. Kiedy rozmowa dotyczy planów na obiad, a nie przetrwania do końca miesiąca z naciskiem na „jak uda nam się przetrwać”. Kiedy tak blisko czujesz obecność najbliższych i kiedy wiesz, że jesteś dla nich ważna. Zachowałabym te chwile najgłębiej w kieszeni jak się tylko da. Trzymałabym je ściśnięte w dłoni, żebym w żaden sposób ich nie straciła. Ale na zdarzenia nie ma się wpływu, one toczą swój równoległy byt obok naszych emocji. Zdarzenia są i zderzamy się z nimi. Za chwilę ich nie ma, a my zostajemy tylko z tym, co zostawiły lub zabrały.

Na wypalone w sercu luki na ten moment nie mam lekarstwa. Leczę się czasem, który mam, a którego na wspólne chwile z Tatą już nie rozciągnę. Zostaliśmy sobie przedstawieni na te kilkadziesiąt lat i całkiem nam się tam znajomość udała. Jestem wdzięczna za tak wiele chwil, za uśmiechy i kłótnie, za opiekę i zrozumienia, za oszczędność słów i gestów, które przykrywały troskę i miłość. Tak wiele już nie pamiętam, a tak dużo chcę ocalić od zapomnienia. Jestem gdzieś bliżej Ciebie, gdy wspominam chwile razem. Tę momentami bardzo niezgrabną relacje, która zafundowała mi najbezpieczniejsze lata życia.

W fotelu Cię nie ma Tato, nie ma Cię na przestrzeni wzroku. Zostałeś mi w myślach, sercu i zapachu powietrza.

2 Replies to “Limit dnia”

  1. Ostatnie dwa akapity bliskie mojemu sercu… ale Ty już o tym wiesz.

Dodaj komentarz