Relacje jak muzyka

Planów na wieczór się nie wybiera, one przychodzą same. Choć jak jestem w pracy to im bliżej końca, tym bardziej myślami jestem w popołudniu. I już widzę co robię i jak robię. Najlepiej w wymarzonej dla mnie kolejności. Przychodzę do domu, zostawiam rzeczy pracowe, odkładam je na parę godzin i zajmuję się rzeczami domowymi. Choć nie raz one są bardzo skupione na sobie, a nie na mnie, niemniej jednak poddaję się temu. Dzielnie sprzątam, ogarniam, coś gotuję, rozmawiam, odpowiadam na pytania, pije kawę. Nie mam wtedy ciszy, mam wtedy megadźwięki mojego świata.

Bardzo często wyrywam sobie minuty dla siebie, jest to wręcz niezbędnym momentem dnia, kiedy mogę czas poświecić tylko sobie. Moje minuty zabiera czasami ktoś inny, dla kogo moja ważność jest wtedy bardzo cenna. Wtedy wkroczyła COCH i nasz wspólny czas stał się moim słuchaniem. Niewiele mogłam zrobić, bo wyrzucane zdania, krzykliwe gesty i emocje, stały się ważniejsze. Cisza była tylko po to, aby kakofonia dźwięków wydostała się z tego małego ciałka. Co chwilę COCH łapała mnie spojrzeniem, było w nim wypisane wszystko. Siedziałam razem z nią, słuchałam i oddychałam. Ten czas stał się nasz i wypełnił się nami. Moja dzielna COCH, tylu jeszcze emocji nie udźwignę za Ciebie. Tylu spraw i relacji, nawet nie podpowiem jak rozwiązać. Ale będę słuchać, masz to jak w banku.

I tak powstają pierwsze kobiece relacje, pierwsze nutki wspólnej piosenki. Takiej dźwięcznej relacji. Trochę ja dla Ciebie, trochę Ty dla mnie. Mamy w końcu siebie po coś.

W końcu najpiękniejszym prezentem jaki możemy dać drugiej osobie, to nasza obecność. Gdzieś to kiedyś usłyszałam i od jakiegoś czasu z uporem praktykuję. Tak mało czasami tego wokół – cały czas nie mogę, nie mam czasu, nie słyszę, nie wiem co zrobić. Chyba gorsza jest tylko świadomość, że ktoś nie zauważa naszej potrzeby czyjejś obecności. Emocjonalna odrętwiałość zabija relacje. Żadne dźwięki do siebie nie pasują, bo wpadają w głuchą ciemność.

 

Dodaj komentarz