W oczekiwaniu na…

To nie jest bez różnicy, jeżeli ktoś robi coś za Ciebie. Nagle pojawia się w czasie przed Tobą i zaczyna działać. Ze swojego wewnętrznego założenia wie albo czuje, że tak właśnie powinien robić. I przekłada rzeczy, przynosi przedmioty, organizuje całą przestrzeń, którą jeszcze niedawno miałeś robić Ty. A po wszystkim staje przed Tobą i mówi, że tak zrobił, bo właściwie to nic się nie stało, że następnym razem się zamienimy. I takie tam. Wyjaśnianie sytuacji, która miała miejsce nie ma najmniejszego sensu. Bo raz, Ty oczami możesz dalej widzieć, jak sytuacja wydarzyła się bez Ciebie. Dwa, w zasadzie to, co miało się wydarzyć już się wydarzyło i nic po przeżywaniu tego zbyt długo.

Co robi z nas przyzwyczajenie do pewnych zdarzeń czy sytuacji? Zakładamy, że zawsze muszą się dziać tak samo. Bezpieczny rytm życia trzyma w ryzach nasz lęk i niepewność. Lepiej trwać na wyznaczonym polu walki, niż wyjść kawałek dalej, gdzie zobaczyć możesz zupełnie nowe horyzonty. Nic nie trwa wiecznie, a ile już razy wdawało mi się, że rzeczy są po wsze czasy moje? Nic nie jest w stanie ich zmienić, zabrać ani podważyć sensu ich istnienia. Tyle samo razy się myliłam.

A co jeśli ktoś przestawi nasz kubek? Zabierze nam naszą kolejność głosu w dyskusji? Co jeśli nagle nasze słowa staną się dla drugiej osoby obojętne? Jeszcze nie wiem jak uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na nieznane. Jeszcze cały czas przyglądam się zmianie i delikatnie się w nią wpasowuję. Ale jeszcze bardziej odrzucam rzeczy, które mi ciążą i relacje, które mnie przygnębiają. Coraz mniej oglądam filmów, na które szkoda mojego okaz. Coraz mnie interesują mnie kwestie, które chciałyby mnie odkryć z wrażliwości i zmielić z powrotem w rwący nurt. Swój swego zawsze znajdzie, dlatego spokojnie przyjmuję od perełki życia. Z intensywnością i tempem takim, jakie ma być. Całą energię i moc przesuwam na odpychanie niechcianych spraw, zdarzeń i relacji.

Czasami przyjęcie tego, co powtarzalne i rutynowe jest czymś niemożliwym. Kiedy po raz kolejny wstajesz rano, po raz kolejny o tej samej porze i wszystko powinno dziać się lawinowo staje się zupełnie inaczej. Bo tym razem nie masz siły i strasznie się męczysz, żeby się choć ubrać i z grubsza ogarnąć toaletę. Bo to jest nieludzkie, że się zawsze wstaje tak wcześnie do szkoły, podsumowuje COCH.

Dodaj komentarz