Kochanie, tylko nie bądź cicho

W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś żart. Spojrzałam na meble i sprzęty, zerknęłam na korytarz. Całe wnętrze ogarnęłam wzrokiem, który w rzeczywistości omiatał pustkę. Wzrok nie widział powietrza i nie czuł zapachu, który pozostał. Dlatego oddychałam powoli, zapisując w pamięci każdą pojedynczą nutę, każdy kęs wspomnienia.
Nasze spotkanie było dla każdego drogą w nieznane. Kopniakiem od losu do podjęcia działania. Pamiętam jak się zaśmiałam, kiedy okazało się że przez większość życia byliśmy blisko siebie. Oddaleni kilka kilometrów i kilka lat w metryczce. Okazało się to zupełnie poboczne do szeregu zdarzeń, których staliśmy się sprawcami. Śmiesznie i dziko było na początku, bo ja zupełnie nie umiałam kochać. Zawzięliśmy się jednak na siebie i nie daliśmy zwieść obojętności i nudzie. Kilka lat trwało przygotowanie do wspólnych śniadań i wspólnego życia, takiego bez scenariusza, bo pisaliśmy się na lat wprzód.
W decyzji piękne jest to, że jest jedna na milion. Jedna jedyna i wypielęgnowana. Wyjęta z marzeń i włożona w słowa, których dobór i odmianę masz opanowaną do perfekcji. Zbierasz się i zbierasz, aż w końcu baaam! I się określasz. Tyrada jęczenia i zawodzenia, która jest przed całym wypowiedzeniem słów, znika jak bańka. Pewnie prościej byłoby mówić, zamiast zbierać się do mówienia.
Tak bym chciała, aby Twoje obok było zawsze bliżej mnie. Nie skryte gdzieś w murze zarzutów i wspomnień. Czuć Ciebie obok jest wspaniale, razem z Twoim zapachem i oddechem. Mamy tylko to. Bez żadnych brudnych garów i zapomnianych rocznic. To „obok” zawiera fakturę swetra, zapach powietrza i to wszystko, co kojarzy mi się z Tobą.
Czuję się nijak dla nikogo od jakiegoś czasu. Szczególnie dla Ciebie, kiedy wyrzucasz mi błędy sprzed lat. Kiedy utrzymujesz mnie w stanie sprzed lat, nie patrząc na mnie dzisiaj. To tak strasznie boli, że wyrywa serce. Boli do utraty tchu. Jak stać się widzialną dla Ciebie? Nie mam na to recepty, przestałam jej szukać po któryś razie. Ile w kółko można kroczyć w ciemności? Ile razy szukać lufcików ze światłem nadziei?
Kochanie, tylko nie bądź cicho. Odzywaj się gestem, wymachuj mi słowem. Niech sprzęty, korytarze, ubrania, niech to wszystko wypełni się Tobą. Niech nasze ulice wybrzmią rytmem naszych kroków. Niech ściany usłyszą znowu nasze krzyki i śmiech. Niech znowu zacznie tętnić arteria naszego życia. Pamiętają nas przecież góry i las, mijane domy, ulice miast, dźwięki muzyki i smaki potraw. Tyle z nas jest w tym wszystkim. Tylko nas brakuje.

Dodaj komentarz