Od jutra, od nowa*

Jest mi bliska ogromna ckliwość mojego wewnętrznego ja, które momentami rechot rzeczywistości chce je mocno obtłuc, ale ja się nie daję. Pielęgnuję się od środka a wizualizuję się na zewnątrz. I tak począwszy od poranka, gdzie wyćwiczonym rytuałem zajeżdżam na szkolny parking. Niewielka część mnie to działania okołoszkolne, przy najmniej w drodze „do” i drodze „z”. Jestem i działam wokół moich dzieci, mój mały OCH świat jest połączonym z ich światem. Te szkolne poranki są powtarzalne (choć nic dwa razy się nie zdarza) i wyuczonym rytuałem zajmuję to samo miejsce parkingowe, widzę te same osoby. Nawet jak ja się spóźniam, to one chyba na mnie czekają, żebyśmy mogli razem rozpocząć dalszą część dnia. Ale cząstkę pozytywnego myślenia zostawiam w kilku osobach i widzę jak kiełkuje dalej. Ten rytuał mnie nie smuci, cieszę się że możemy się spotkać i naznaczyć to chwilowe bycie.
Lekki stan napięcia zaczyna się na szosie. Nie na drodze, tylko szosie, na której mkną pojazdy w odwiecznym wyścigu poranka. Jest ostro, auto jedzie jedno za drugim, nikt sobie nie ustępuje. Ryzykantka ja, wybieram drogę podporządkowaną do szosy z myślą, że przecież nie każdemu się spieszy i ktoś mnie wpuści. I tak się dzieje, przed moim pojazdem inne pojazdy się rozstępują. Tylko tym, co tak cisną mówię w głębi duszy, spokojniej będzie nam wszystkim lżej.
W ciągu dnia nie dogaduję się z wszystkimi, z czym jest mi źle. Uprośćmy słowa, dajmy sobie przestrzeń do zrozumienia siebie. Ej Ty słyszysz mnie? Tak bardzo zależy mi na dialogu, a idę sobie dalej sama jak palec i zastanawiam się jak cofnąć chwilę. Jak do tamtej nieudanej wlać trochę pasji, równowagi i zrozumienia. Myśli kieruję w przód. Zaklinam rzeczywistość przyszłych dni.
Jeżeli moje myśli są negatywne, to przy zbliżającym się początku tygodnia odsuwam je najdalej jak się da. Odchodzą ode mnie pewni ludzie i omijają mnie sytuacje, których kiedyś bardzo pragnęłam. Strach ustępuje ciekawości i głośnemu TAK dla zmiany i nowych okazji.
*Wpis powstał nie przy okazji końca jednego tygodnia i początku drugiego. Nie po męczącym weekendzie, a przed zaskakującym tygodniem. Nie dlatego też, że mam łzy w oczach i jakoś ciężko mi coś napisać. Zupełnie daleko również od złości, szału czy wściekłości. Powstał, bo wiele spraw i zdarzeń wkracza do mojego życia w sposób nieograniczony. Zapraszam zatem.

Dodaj komentarz