W cieniu drzew, w betonowym lesie

Krok za krokiem idę do przodu. Miejskim chodnikiem wchodzę w przestrzeń drzew i krzaków, katapultowanych w centrum miasta. Bo jakby same miały wybrać życie wśród betonu? W swoim sekretnym życiu postanowiły dbać o ludzi, skupiać ich wokół siebie i przypominać swoim kojącym szumem o potrzebie wytchnienia.

Zapewne z takim zamiarem poszłam w ich stronę ja i kilkanaście innych osób. W tym młoda rodzina, tak sądzę po wieku dziecka. Wyglądało to tak, że On pchał wózek, Ona szła z dzieckiem, trzymając je za ręce. Tacy młodzi i mocno sielankowi. Ja przeszłam dalej, już patrząca za czymś, szukająca niewyrażonego niczym spokoju. Spaceruję bezwiednie pragnąc spokoju, wydaję się przy tym nieobecna. Wcale nie muszę być widzialna i namacalna, mogę się unoszę się ponad poziomami. Wracając do młodej pary, po chwili On woła:

 

– Zostawiłem torebkę!

 

Woła to po tym, kiedy ja podczas spotkania wysłuchuję wypowiedzi o tym, czym jest nasza tożsamość. Kiedy się wzięło, że jako ludzie zaczęliśmy się dzielić? Mnie jako kobietę, określa co? Kształt ciała? Niezaprzeczalnie cudowny dar narodzin? To, że jestem upchnięta w jakiś schemat zachowań? Ja mam płakać na zawołanie, kłócić się o wszystko, narzekać na zmęczenie, wołać o miłość, gadać o ciuchach, skupiać się na wyglądzie. To, co mnie określa jest moje, niewidoczne. Zaczerpnę powietrza i zawołam głośniej…

Para mnie minęła. Z krótkiej relacji: On szukał torebki, wrócił kilka metrów i znalazł ją przy huśtawce. Na chwilę przed tym uprzedziła go starsza kobieta: „Zostawił Pan torebkę”. Ona z dzieckiem i wózkiem stała zupełnie dalej od tego, ja jeszcze dalej. We mnie coś z tej sceny zostało. Czego szukam, a nie mogę znaleźć?

 

 

 

 

Dodaj komentarz