W wirze kreatywności

Kiedy ciężko mi się odnaleźć w mojej rzeczywistości, to jest ona dla mnie tak dobra i tworzy nową równoległą rzeczywistość. Rozdwaja się dla mnie, pod kątem moich potrzeb dobiera zupełnie nowe dobra. Zyskuję luksus bez utraty czasu.

I tak w zeszłym tygodniu byłam w salonie piękności. To było wyjątkowe miejsce, bo przygotowane specjalnie dla wygody gości. W usłudze był masaż i czesanie, co za cudowne połączenie! Bo jak zawsze wstajesz z łóżka, to włosy są w pięć stron świata, a Ty chciałabyś w jedną, ale konkretnie. I moja fryzjerko-masażystka mi to załatwiła.

Za drugim razem brałam udział w próbie zespołu muzycznego. Nie byle jakiego, sądząc po składzie i po instrumentach. Cała rodzina to jeden zespół, zależny od siebie dźwiękiem, gestem i słowem. Spojrzenia pomiędzy ratują niedostatki talentu, wiara w drugiego wydobywa w nim to, co jest jego najmocniejsza stroną. Pierwszy raz w życiu grałam na ukulele. Wcześniej raz o tym marzyłam widząc, grającą na nim Julie Pietruchę. W akompaniamencie bębniarza i flecisty śpiewała najlepsza wokalistka – COCH.

Zespół, który dalej tworzy

I chociaż czasami trudno mi się przenieść do tego kreatywnego świata, do salonu piękności czy na próbę zespołu muzycznego, choć bełkocze we mnie leń i przeciwnik działania w danym momencie, to jestem ogromnie wdzięczna za każdą taką chwilę. Jestem wdzięczna za wykrzesywanie z tego świata maleńkich cudów codzienności, małych zdarzeń które zmieniają rzeczywistość.

 

Wszelka kreatywność jest przejawem boskiego działania. Dusza artysty jest przekaźnikiem tych nut i słów, które czasami słabiej się słyszy. A rolą artysty, twórcy czy marzyciela (choć to ostatnie spłyca trochę poprzednie) jest przekazać to światu. Dać poznać wyższe poznanie i zaprosić do ocalania gasnących idei, wartości i samego siebie.

Dodaj komentarz