Wielowątkowość

 

Z czego powstała #radośćzsamejsiebie? Z najprostszego pozwolenia na bycie sobą.

COCH ostatnio mi opowiedziała, historię z nakładającymi się warstwami zdarzeń i dialogów. Zazwyczaj nie opowiada mi na bieżąco swoich przeżyć, tylko po jakimś czasie. Właśnie wtedy staje się to tak nałożone na siebie i wielowątkowe. I ja to kocham! (PS. Powiem Wam, że COCH wyprzedza mnie i pisze już drugą książkę :-)) Pierwszą książkę napisała o mnie, jak cudownie jest dostarczyć autorowi inspiracji do pisania. Tak jak ona dostarcza inspiracji mnie (co zresztą jest jednym z wątków mojego pisania).

Jak poddać się pisaniu? Bezinteresownie. Poczuć, pomyśleć, napisać. Mam ostatnio bardzo intensywny czas i ból w sercu, gdy czasu na pisanie mam za mało, za szybko, za krótko. A tyle się we mnie rwie do opisania. Na spokojnie poddaję się procesowi życia i ufam, że wszystko we mnie ma swój czas. Rozprawiam się powoli z tym, co mnie ogranicza:

– ze starym przekonaniem, że to co robię jest nic nie warte i nikt się tym nie interesuje,

– obawą, że tekst będzie do kitu i nie wywoła w nikim refleksji,

– że dostanę obelgą w twarz i będę wyśmiana (bo nic wszystko co piszę jest wyświechtane lub przestarzałe),

– z tym, że jak czegoś nie napiszę to pozornie chronię siebie (choćby przed tym wszystkim),

– że w sumie to muszę zająć się przygotowaniem obiadu, sprawdzeniem czegoś w Internecie, zrobieniem czegoś natychmiast w domu. Co staje się już okropnym natręctwem.

W pisaniu (już teraz świadomie, ale już niedługo) omijam pewne tematy. Wraz z zmianami we mnie, inaczej będę pisać. Mówię dość i wyzwalam moja kreatywność. Także drogi Czytelniku, czuj tu się jeszcze milej widziany, bo wybieramy się w niesamowitą przygodę!

Co mnie ukształtowało?

                Zmiana, nieustające obcowanie w inności. To, że zawsze byłam gdzieś poza głównym nurtem.

W szkole poza grupą najbardziej popularnych i lubianych, paraliżował mnie strach żeby się do ich zbliżyć i przepełniało pragnienie, żeby z nimi być.

W relacjach zawsze pragnęłam być zauważona. Wybijałam się krzykiem, słowną agresją, bo rozpaczliwie wołałam o uwagę.

W miłości czułam się niespełniona. Za mało, niewyrażona i w innej skali potrzeb niż ja tego potrzebowałam. Zbuntowałam się na miłość i uznałam, że na nią nie zasługuję.

W wierze pełna nieufności i niezrozumienia. Dopóki nie odkryłam, że ufność otwiera mi wszystkie wcześniej zamknięte drzwi.

W pragnieniach nie dostrzegałam niczego, co mogłoby być moje. Zepchnęłam marzenia w najdalszy kąt świata.

Jak już zaczęłam ogarniać chaos, to już się z tego nie wycofam. Tylko z tej mieszaniny będę wybierać co lepsze wątki i tworzyć swój mały świat o ogromnym zasięgu.

 

 

 

 

Dodaj komentarz