Bon voyage

Nie wiedziałam, że tyle drobiazgów zawiązało się we mnie. Jeden supełek za drugim tworzą nić połączeń, mój prywatny układ krwionośny. Wszystko tętni i bije, przepływa i tworzy labirynt połączeń. Mam tam rzeczy poskładane i pochowane, niektóre jeszcze słabe, inne mocne, a inne bardzo wołające o głos. Jak na mapie podróży połączone są we mnie stany miłości.

 

Do wyjazdów przez jakiś czas miałam żal, a może bardziej do wyjeżdżających. Że ich było stać, a mnie nie. Taki drobny punkt przy ładnym wyglądzie, dobrej pracy i nowoczesnym samochodzie to to, że Cię stać na ten kilkunastodniowy szał finansowy. A jak nie stać, to czujesz niedosyt, bycie gorszą i że omija Cię jakaś wspaniała społeczna przestrzeń, w której nie znajdziesz wspomnień, zdjęć i pamiątek. Najpierw to, że dzieci były małe. Choć ich wiek nie miał tu wiele do znaczenia, bardziej rozłożenie finansów, które po zabezpieczeniu mówiło, że raczej nie, raczej nie dacie rady. I zamiast zrozumienia był żal i złość. Jak dzieci, które nie jadą na kolonie. Tylko, że nam nie sponsorowały ich już rodzice tylko my sami. Długo nie umiałam przebrnąć przez ten brak, aż pojawiła się kompletna frustracja.

 

Co wychodzi z męczarni?

 

Po paru latach trochę śmiechu i refleksji. Jak odpadają łuski, to dogrzebujesz się do starej pra prawdy, że życie to kwestia dostosowania się do zmiennych. Powtarzają, że nigdzie nie było powiedziane że będzie łatwo i prosto. No i zgadza się. Dla jednego trudnością jest założyć niemarkowe ubranie, dla drugiego wstydem jest że go na nie nie stać. Dla jednego cudem jest życie oddech każdego poranka, dla drugiego łatwiej wyliczać wszem i wobec bolączki swojego losu.

 

Życie jest podróżą

 

Na te wakacje do walizki zabrałam za dużo ubrań, ale książek w sam raz. Zabrałam dużo czasu i wypełniłam dni po brzegi. Były góry, woda i las. Było ognisko, patrzenie w ogień i uwędzone ubrania. Było wczesne wstawanie i poobiednie drzemki. Byłam cała ja i mnie nie ubyło. Wróciłam i zobaczyłam, że mam do czego wracać. Jestem w domu.

 

2 Replies to “Bon voyage”

  1. Może i życie to dostosowywanie się do zmiennych, ale też wyznaczenie sobie priorytetów i określenie tego co jest dla nas ważne. Jeśli wyjazd byłby najważniejszy to jakoś udało by się go zorganizować, ale wtedy było zapewne coś innego bardziej istotnego.
    Bardzo przyjemne się czyta twoje wpisy, mam wrażenie, że płynę z nimi, że jestem w danej sytuacji razem z Tobą. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Pewnie masz rację. Z perspektywy czasu złoszczę się na siebie, za tamtą złość i przeżywanie tego stanu jako straty. Widocznie nie byłam wtedy w stanie odpuścić i iść dalej. Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz