Nieporadna wakacyjnie

Konsumuję świat po swojemu, kęs po kęsie. Inaczej bym się zadławiła, bo kiedy mam stan że chcę wszystkiego na raz i na już to mam zaraz moment spowolnienia. Tak jak w pracy, kiedy realizujesz kilka spraw jednocześnie, przychodzi moment, że najprostsze zadanie staje się poza zasięgiem. (Co innego, gdy nie masz daleki termin końcowy, a spinasz się na chwilę przed ;-))

Wyjeżdżając nigdy nie wiem co zabrać, bo zawsze złapie mnie myśl że czegoś mi brakuje. Czy znajdę to wśród rzeczy w nowym miejscu? Pierwsza konfrontacja to zdjęcie miejsca, które znam z przeszukiwania Internetu i przeskalowanie go na rzeczywisty wymiar. Łapię się zawsze na tym, że odszukuję kątów zrobionego zdjęcia, żebym dokładnie zobaczyła miejsce jak autor zdjęcia. I raz widzę, a raz nie. Potem wyszukuję swoją ulubioną perspektywę na wszystko, zasiadam i podziwiam. Z czasem wyłapuję rytm miejsca, tak jakby przez poznanie obyczajów stała się bardziej tutejsza. Tak może być, bo mojego codziennego rytmu jest tu mniej, więc staram się zasymilować z otoczeniem. Wtopić w szum potoku, który przepływa zaraz koło domu, w rytm podawanych posiłków, zjadając wszystko, co mi podadzą, w rozmowy przy ognisku, o pogodzie, tym co dzisiaj zobaczyłam i innych pobocznych tematach, trochę o dzieciach, choć strasznie tego nie lubię.

Mam na wakacjach tak, że nie przeliczam za wiele czasu i pieniędzy. Ale nie tym razem. Choć jedno i drugie jest dla mnie hojne, jak zaczynam się z nimi obchodzić jak z czymś co mi ucieka i może jak się bardziej skupię, to mi trochę zostanie. Zostanie mi czasu na oglądanie wiejskich pejzaży czy zostanie mi pieniędzy przeznaczonych na wakacje? Skąd anomalia w myśleniu? Dokładam sobie jakimś starym zatwardziałym nawykiem, zamiast z oddechem wypuścić z siebie.

Za to uwalniam przeżywanie nowych miejsc, ich smaków, pejzażu. I fotografuję jak nakręcona! Jestem jak typowy mieszkaniec Dalekiego Wschodu, coś mnie zachwyci i pstryk. Efekt z tego taki, że mam dużo zdjęć, tylko mnie na nich nie ma. O, to jest chyba wymierna pamiątka z wakacji.

2 Replies to “Nieporadna wakacyjnie”

  1. Aniu – “szewc bez butów chodzi”. Ja też mam mało zdjęć na których jestem 🙂

    1. Może 😉 Jakby iść za tym, to nawet siebie nie opiszę;-) Choć wiem, że coś tak w tych zdaniach jest ode mnie. Moniko, Twoje fotografie mnie zachwycają!

Dodaj komentarz