Słuchaj, albo zamilknę na wieki…

 

Co się dzieje z mówieniem i słuchaniem? Zrobiły się z tego dwa odrębne światy. Może nigdy nie były, ale w mojej głowie zawsze widziałam je gdzieś razem. Dlatego, że ja coś mówię, to ktoś słucha. Ktoś coś do mnie mówi, to ja słucham. I od zarania dziejów, a przynajmniej te kilkadziesiąt, które ja wypełniam swoim człowieczeństwem trwa taka partycypacja w mówieniu. Do siebie, o sobie, o innych.

Do mnie od początku mówiono. Jestem głęboko przekonana, że mówili do mnie moi rodzicie, a ja im kopnięciami, potem kwęknięciami, gagugigaguga odpowiadałam. Potem nieustająco pytałam o coś rodziców, bo naturalnym jest że jak coś jest nowe to przynajmniej próbujesz poznać podstawy działania, współdziałania lub bazowej wiedzy o danym temacie. I tak mijają lata na żmudnej momentami nauce, szczególnie kiedy zauważasz, że nie zawsze na Twoje pytanie pada odpowiedź, że nie zawsze dostajesz to, czego chcesz, że nie zawsze szukasz odpowiedzi i ją znajdujesz. I zaczyna się druga część wielkiego porozumiewania się ze światem. Wołasz rozpaczliwie o zrozumienie, krzyczysz o niesprawiedliwości, a dobija Cię wręcz marazm, malkontenctwo i koniec wieku. Aaaa dlaczego ja muszę przez to przechodzić? I żyć w tak okrutnych czasach? Dlaczego nikt mnie nie rozumie? I śladem wielu pokoleń przed Twoimi wywodami idziesz w stronę samo-odkrywania. Przeszłam przez to łagodnie, bo jakoś nigdy nie chciałam buntem szkodzić (ta, która rozkoszuje się w chaosie J). Okres odnajdywania odpowiedzi na wiele pytań dał mi pewną stabilizację. Słowa zastąpiłam byciem i trochę przemknęłam przez czas około trzydziestoletniej mnie. Momentami poszło gorzej lub lepiej, ale co moje to moje. Wiem, że doprowadziło mnie to do pisania bloga, a to zdecydowanie najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić. Jakiś czas temu posłuchałam wewnętrznego głosu i na pytanie czego najbardziej żałowałbyś, że nie zrobiłeś w życiu – żałowałabym, że nie zaczęłam pisać. I jak tylko wypowiedziałam, to zaczęło się dziać. Słowa spływały mi z palców i tworzyły kolejne zdania, przemykałam myślami po zdarzeniach i już powstawała z tego historia. I nauczyłam się zdecydowanie słuchać. Bo na wszystkie moje wewnętrzne pytania i potrzeby, szukam odpowiedzi gdzieś wyżej, gdzieś dalej. Przefiltrowuję siebie, aby wydobyć czysty przekaz. Pisanie jest moją drogą, powołaniem i korzystaniem z talentu, który został we mnie wlany, a ja tylko nim dysponuję.

Usłyszałeś już to, co skierowane jest do Ciebie? Odważyłeś się iść w tę stronę? Jakie to uczucie? Możesz mi o tym napisać na pytam@ogarniaczchaosu.pl.

Słuchasz, ale czy słyszysz?

W niesłuchaniu jest takie gilgotanie i krnąbrność. A tupnę nogą, a westchnę, a zrobię nadąsaną minę, a fuknę i odejdę. A robi tak teraz COCH z piękną gracją i powabem. Ale ja zostaję kochana moja, aby odpowiedzieć i nie zostawić czegoś, co będzie dla Ciebie niewytłumaczalne. Z czym będziesz się w tym młodym ciele spinać i męczyć. Z pokorą znoszę Twoje jazgoty i unoszenie głosu, wierzę że to chwilowe. Ale nie chciałabym się z tym minąć, rozumiesz mnie?

 

Dodaj komentarz