W lokalu przy gwarnej ulicy

Dobra kawiarnia na sponsorowaną kawę. Sponsorowaną przez polubienia w mediach społecznościowych, te ochy i achy pod zdjęciem. Wiem, też je lubię. I lubię wracać do urokliwych miejsc, które zapamiętałam np. po pięknych filiżankach, które chyba dodały smaku do kawy. A może kawa do nich. Nie wiem, w każdym razie kiedy kolejny raz mogłam odwiedzić to miejsce nie zastanawiałam się długo. Tylko czemu minęłam lokal, wiedząc że to właśnie ten? Tak jakbym chciała się upewnić i zyskać kilka sekund na nabranie odwagi. Jak ją uzyskałam to pchnęłam drzwi do cichego świata pachnącego kawą (jak ja kocham kawę!). Nic już nie mogło stanąć na przeszkodzie między mną a nią, miałyśmy swoją aromatyczną chwilę.

Przy stoliku zaraz koło wejścia siedziała para młodych ludzi. O czymś ona głośno mówiła, on je słuchał. Miała długie blond włosy i wymowną współcześnie gestykulacje. Gest rękoma podkreślał historie, które opowiadała. Zadziwiające zaskoczenia w jej poznawaniu świata i bum machnięcie ręką. Ton głosu wyższy, ręka bezszelestnie do przodu. On tylko słuchał. Ustawił na stole filiżanki z kawą i talerze z ciastem, dobrze wybranym, wiadomo. Kiedy zaczęłam pić kawę ich głosy stały się mniejsze, mój wewnętrzny rozsiadł się w fotelu i dumał. Myśli fruwały, niektóre złapałam za ogon. Patrzyłam na kucharza, który przygotowuje śniadania i lunche. W spokoju kroił, podsmażał, coś mówił do siebie, ale ja z odległości 2-3 metrów nie słyszałam ani jednego słowa. Tak siedziałam, piłam i jadłam, miałam te dwadzieścia minut tylko dla siebie. Zrobiło mi się z tego przemyśleń na kilkanaście więcej minut. Podejrzanie ucichła mi para przy drzwiach. Wróć, ona przestała mówić, za to on wreszcie wszedł na wyższe tony:

– Przepraszam bardzo, ta pani nas nagabuje.

Powiedział to do pracowników, usłyszeli go nowi klienci przy barze. Usłyszała go na pewno dziewczyna, kiedy zawalczył o ich skromną przestrzeń do rozmowy. O to, żeby dalej mogli poznawać się w tonie wyższych dźwięków i nieco mniejszych emocji. Bez hałasu monet brzęczących w papierowym kubku, potrząsanym przez nagabywaczkę. W zasadzie nic nie mówiła, stanęła wsparta o laskę i potrząsała kubkiem. Najbliżej miała do nich, głupia sytuacja bo się nie zrozumieli. Cała sytuacja trwała kilka minut, po czym wszystko wróciło do normy. Ludzie zamawiali i jedli, przeglądali książki, opowiadali w rozmowach o swoich sprawach. Po wyjściu z kawiarni to wizyty nieproszonego gościa być może nie wrócą.

Ciekawe czy doszłaby do mojego stolika, może bym ją zaprosiła na ciasto do stolika. Ale nie wiem czy bym się nie bała.

***

Masz nas w sercu? Zapamiętujesz nas kobieto prosząca o pieniądze? Czy Ty widzisz nasze zażenowanie lub obojętność? Czy masz już w głowie te wyuczone pozy, odwracanie wzroku, szukanie po kieszeniach i gest braku pieniędzy? Ile trzeba mieć w sobie siły, żeby się nie zniechęcać odmowami? Ile mieć trzeba w sobie siły, żeby w ogóle zacząć prosić ludzi o pieniądze? Nie boisz się, że rozpozna Cię ktoś z czasów, kiedy tego nie robiłaś? Czy da się przewidzieć żebractwo i bezdomność? Czy da się temu zapobiec, czy się tego nie chce robić?

Tyle się mówi o wyborze ścieżki życiowej lub podążaniu za ty, co Ci pisane. Wygodnie czy niewygodniej?

2 Replies to “W lokalu przy gwarnej ulicy”

  1. Czasem nie wiem, jak się zachować w takiej sytuacji, bo gdzieś w sercu mam poczucie, że nie wiem, co mnie w życiu spotka. Kiedyś dałam przysłowiową złotówkę starszemu panu, bo z wyglądu przypominał mi mojego dziadka, po czym pani ze sklepu wręcz mnie zrugała, że nie powinnam dawać, bo on taki i siaki… Nie wnikałam na co były mu te pieniądze. Po prostu dałam.

    1. To jest często związane z jakąś wewnętrzną kwestią. Z racji pracy w obszarze wykluczenia, ten problem rozkładam jeszcze głębiej. Nie daję pieniędzy, bo nie znam ich przeznaczenia. Może idzie to w stereotypowe myślenie, że na alkohol. Nie wiem, wolę pomóc w sposób inny, rzeczowy, choć nie zawsze on jest dobry. I zawsze, ale to zawsze zastanawiam się co się stało, ze ich życie życie tak się ułożyło.

Dodaj komentarz