Szkolny Kodeks Uzupełnień

Jestem w tym gronie rodziców, którym dwa dni szkoły dołożyły obowiązków, a zabrały czas. Niestety na ten moment te proporcje układają się na moją niekorzyść. (Jeżeli masz inaczej i potrzebę opowiedzenia o tym napisz na pytam@ogarniaczchaosu.pl). Jest jeden wielki wir wymagań, podpisów, zgód, pozwoleń, zakupów, które musza być zrobione na już. I tak w nowy rytm tygodnia wkradła mi się nerwowość i osłabienie. Tak, choć nazwa Ogarniacz mówi, że sprawy ogarniam (i ogarnęłam niektóre z emocji i reakcji) to jednak wyobrażenie jak coś funkcjonuje i jak na mnie może wpływać, a doświadczenie tego, to dwie inne sprawy. Witaj szkoło po mojemu 😉

I tak: zostało mi zabrane pół godziny snu, wszystko po to, żeby zdążyć na czas i nie gonić. Dobre co? 😉 Po głębszym oddechu odczytuję to tak: Zyskałam dodatkowe pół godziny na cieszenie się dniem.

I tak: Okazało się, że do pracy jadę dłużej, wyjeżdżając wcześniej. Po głębszym oddechu odczytuję to tak: Nagle czuję się jak w innej rzeczywistość, bardziej zagęszczonej. Stanowi ona dla mnie materiał do obserwacji w oczekiwaniu na światło i naukę pokory i cierpliwości, kiedy sygnalizator zaświeci się zielonym kolorem.

I tak: Mój dzień pracy mija niepostrzeżenie, czasami wydaję się, że minął gdzieś obok, bo to niemożliwe, żeby czas tak szybko płynął. Wchodzę, pracuję i zaraz wychodzę. Po głębszym oddechu odczytuję to tak: Pracuje też COCH, która wkłada mnóstwo energii w szkolną euforię, radość ze spotkań z koleżankami, oglądanie nowych książek, zauważanie co zmieniło się w szkole przez wakacje, spędzanie czasu na świetlicy. I wtedy wiem, że nie tylko ja jestem zmęczona. Także znowu pokora. Podobnie ma SOCH, który nie chcąc musi eksperymentować z reformą edukacji będzie rozwijał swoje umiejętności w natłoku, że każdy przedmiot jest tak samo ważny.

I tak: Pojemniki śniadaniowe i bidony. Wróciły z szafki na centralne miejsce w kuchni i rano razem z kochanym MOCH, uzupełniamy je o najważniejsze składniki. I tu uwaga mam mniejsze skupienie nad tym niż rok temu. Ale nadal nie zrezygnowałam z warzyw czy ciemnego pieczywa. Po głębszym oddechu odczytuję to tak: Najważniejsze, ze jest zjedzone. Że te kanapki po prostu ma kto zrobić i z czego zrobić. Że dzieci są zaopiekowane, bez spiny na konieczność tego czy tamtego. Rozsądek, zdrowy rozsądek.

I tak: Parking szkolny, prawie pusty. Może jak na niego przyjeżdżam rano to jest trochę lepiej, po pracy to już tylko ekipa sprzątająca i ja. I moje dziecko na mnie czekające. Po głębszym oddechu odczytuję to tak: System oświaty mną się opiekuje. Mam komfort istnienia i sprawnego funkcjonowania świetlicy szkolnej, miłych pań, możliwości uczenia się podstaw relacji międzyludzkich na grupie rówieśników. Moja COCH jest ważną tez dla tych osób, bo nie są sami 😉

I tak: Zajęcia pozalekcyjne. Kartka, długopis i planowanie. Na którą, kto zawozi, kto odbiera, ile trwają, czy można coś załatwić w międzyczasie, ile kosztują, w jakim są miejscu, kto prowadzi, kto chodzi… Po głębszym oddechu odczytuję to tak: Nieważna ilość, ważna jakość. Nie naciskaj, nie wybieraj za kogoś. Wielka umiejętność słuchać, a nie doradzać.

Uruchamia mi się ogromna miłość i podziw dla tej pewnej siebie dziewczynki i mocno stąpającego w swojej wzrastającej osobowości chłopaka.

 

Dodaj komentarz