Gdzie moja #radośćzsamejsiebie?

Przyjmuję to, co przynosi mi dzień. Z obecnym jego nastrojem, przesłaniem i liryczną nutą. Tylko, że nie zawsze mi pasuje to, co otrzymuję.

W głowie tworzy się litania próśb. Zawsze jest jakaś myśl, która jest pierwsza i choćby była najdurniejsza i tak się wybija. A ja mam to szczęście, że czasami za szybko myślę i czasami wypowiem bzdurę. Najpierw moja próżność się nie ucieszy, a za jakąś chwilę dopiero zrównoważony środek jej odpowiada.

I tak jak przez lata chciałam innego ciała, bo to przypisane było nie mnie. Nie ja miałam dzierżyć jego historię i tak bardzo chciałam, żeby było inne. Trochę mniej widoczne, mniej zauważalne. Jakbym była szara lub przezroczysta to mogłabym być spokojniejsza. A wcale nie byłam przez to spokojniejsza, szczęśliwsza czy bardziej radosna. Latami nie była żadną częścią siebie, pozwoliłam się porozkradać i nie zawołałam o zwrot.

Olśnienie jest jak uderzenie w głowę – dokładnie tak jak u bohaterki w filmie „Taka jestem piękna”. Kto nie widział, to powinien z kilku zasadniczych powodów. Można zdrowo się pośmiać, a to jest zawsze na wagę złota. Można zobaczyć i posłuchać ile wspólnego mamy z główną bohaterką. Mnie wyszło, że bliższe mam zdania kiedy Ona (i ja zresztą) goniła do akceptowalnego wyglądu. Nie takiego, jaki samemu chciałaby się mieć, ale takiego jaki jest społecznie akceptowany [sic!]. Znaczna część film to triumf piękna, kobiecej ekspresji i witalności. I to jest to! Każda z nas jest piękna! I nie chodzi o to, że nam nikt o tym nie powiedział (chociaż to też ważne), ale że my same sobie tego nie mówimy. Szczujemy się nawzajem, jedna kobieta drugiej kobiecie potrafi najbardziej dokopać. Stąd te upadki i wzloty w kochaniu samej siebie.

A co jeśli ja nigdzie nie pasuje? Zawsze to drzemiące i wołające „ja”, skomlące o trochę uwagi. Chciałam się nasycić sama sobą, ale czułam tak ogromne braki, że kończyło to się strasznie. Dlatego wołałam o więcej od ludzi, których prawie nie znałam. Co więcej, oni nie znali mnie i niewiele mogli mi zaoferować.

Zadośćuczyniam samej sobie codziennym uśmiechem, dobrym słowem, przytuleniem. #radośćzsamejsiebie

 

***

Tylko mi teraz brakuje bliskości. Wszystko jest w komunikacji, a niczego nie ma w odczuwaniu.

 

2 Replies to “Gdzie moja #radośćzsamejsiebie?”

  1. A ja polecam Ci film “Puk, puk” 🙂

    1. Sprawdzę! Jak działa “oczyszczająco” jak ten mój, to mi pasuje 🙂

Dodaj komentarz