Jak Cię wziąć w ramiona?

Czy można objąć niezrozumiałe sprawy, sercem lub rozumem? Da się wychwycić kiedy jakieś wydarzenie wkracza w pole „istotnych i budujących tożsamość”? Doświadczanie różnych zdarzeń buduje stabilną konstrukcję. Może co jakiś czas wypaść z niej jakaś deska, coś się rozwali, albo będzie źle dopasowane. Najlepsze jest to, że wszystko dzieje się przy pozornie nieistotnych zdarzeniach.

 

Na mojej mapie to musiały być wielkie grzmoty. Takie zdarzenia, które zawalały lub budowały mój świat, żebym z perspektywy czasu mogła ocenić je jako znaczące. Ale jak uspokoić siebie na tle zdarzeń w świecie własnych dzieci? Z racji doznań, w najśmielszych snach, nie myślałam że będzie tak ciekawie. Że będą rozmowy trudne, które pojawiają się za wcześnie. Że będą wymijanki słowne (no dobrze kłamstwa), których znaczenie będę odkrywać po czasie. Że w niektórych doświadczeniach to nawet nie ma prawa uczestniczyć i całość mam nakazaną do zostawienia im. Do przeżycia przez moje dzieci.

Odpuszczam to przeżywanie i dopuszczam do siebie myśl, że to nie moje działania. Jedyne czego mi ubywa, to czasu spędzonego na rozmowach, przegadywaniu tematów. I tu buuumm, ale mi rośnie w domu mocna zawodniczka J Zazdroszczę jej siły i pewności siebie. W mojej przestrzeni zupełnie niepotrzebnie widzę w tym trudność, bo nakładam swoje spostrzeżenia. Na szczęście mojego scenariusza COCH przeżywać nie będzie, tylko swój własny. SOCH już swój świat ukształtował, tylko niech mu z butami tam nie wejdzie brutalna dojrzałość i rzeczywistość. Bo pogonię. Bo nie wiem czy mnie to wszystko będzie lekko znieść.

Z tej krótkiej powywiadówkowej refleksji (jeżeli czytałeś, to dziękuję) – świat dorosłych jest mocno skomplikowany.

 

Edit: z obserwacji i rozmów z innymi rodzicami. Czuje się odmieńcem. Zezwalającym na błędy, nie poprawiającym na siłę świata dziecka.

Dodaj komentarz