Ja Cię kocham, a Ty milczysz

No powiedz prawdę, kochasz mnie? Brzmi jak ściąganie na siebie nieszczęścia. Po co pytać, jak strach przed odpowiedzią pisze nam w głowie okropne scenariusze. Proste pytanie, na które jest prosta odpowiedź. Pod warunkiem, kiedy miłość jest sprawą oczywistą.

 

Na szybkie spojrzenie możesz zareagować biciem serca lub spojrzeniem w ziemię. Na lekki gest ręką może Ci zadrżeć całe ciało lub możesz zesztywnieć i próbować uciec. Na niepatrzenie i niemiłość możesz w środku ciała zmarnieć. Na jakimś etapie bycia razem podstępem wkrada się nuda i zaprzeczenie tego wszystkiego, co było wcześniej. Miłych słów na dzień dobry. Pocałunków bez powodu. Troski w oku, gdy jednemu coś spadało, a drugie lekkim gestem to podniosło i poprawiło. W ciągu dnia brakuje chwili w myślach, kiedy zamiast o sobie, myśli się o drugiej osobie. Co się stało z czuciem siebie nawzajem?

Gdzieś się gubi miłość?

Życie stało się kanciaste i bolesne. Czynności wykonywane od do. Nie ma kojącej miłości, która tak wiele razy już pomogła i wyjaśniła. Teraz jest pusto i ciemno, bo głosy odbijają się echem od ścian. Tyrada jęczenia i zawodzenia przed całym wielkim wypowiadaniem słów. Pewnie prościej byłoby mówić, zamiast zbierać się do mówienia. Cała zewnętrzność zabiera czas na miłość, ta się gubi i szuka drogi do ludzi. Wielu ukrywa się za żelaznym spojrzeniem, toną obowiązków, czymś co cały czas nie pasuje. Przysłowiowa igła w stogu siana, nie wiesz o co chodzi, ale jest w Tobie. I we mnie też, dlatego kłuje najmocniej. Ja bez miłości jestem nijaka, żadna i niczyja.

Poświęcam czas miłości, bo za długo uciekałam przed tematami, które we wnętrzu bardzo mnie bolały. Miłość jest jednym z tych tematów.  Bez względu ile jej w moim życiu było, a ile nie było, to zawsze kłębiłam się pod jej siłą. Zaznałam dużo dobra i dużo zła. Moje pisanie zrodziło się z wielkiego głosu, który zawołał „Nigdy więcej!”. I wiedz, że Ty, drogi czytelniku, wspomagasz mnie (liczę, że trochę też siebie 🙂 ). I chyba dochodząc do tej myśli, uderzam w strunę, która już nie zamilknie. Pytam i będę pytać – Czy kochasz naprawdę samego siebie?

Mogę się dobijać do kogoś, kto jest zamknięty w sobie. Mogę wołać, ale mnie nie usłyszy. Co wtedy z czasem, który jest nam dany?

6 Replies to “Ja Cię kocham, a Ty milczysz”

  1. Dobry artykuł. Każdy z nas gryzie sie wewnetrznie z tymi problemami odbijając się od osób, ktore tak naprawde nie czują tego co my. Dziękuję i pozdrawiam.

    1. Wiesz, no racja. A co zrobić z tym uczuciem? Kiedy zaczynasz czuć, że jest już inaczej? Albo na nowo odkrywasz, że kochasz siebie?:-)

  2. Czasami łatwiej powiedzieć komuś “kocham cię”, niż samemu sobie. Ależ smutny jest Twój wpis. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy kryzys.
    Miłość zawsze wiąże się z jakimś rodzajem cierpienia, a jednak bez niej nie wyobrażam sobie życia. W realu dodaje sił do działania. A dla mnie jest ważna na każdym torze. Do tego stopnia, że zaczęłam nawet prowadzić swój rejestr wątków romantycznych. To takie moje drugie ja. I wiesz? Ten drugi blog pokazuje mi, że kocham siebie taką, jaką jestem naprawdę. Można powiedzieć, że właśnie mi to uświadomiłaś, bo odkąd go piszę, często nachodzą mnie wątpliwości, o których nawet nie chcę myśleć.
    Pozdrawiam i przesyłam moc pozytywnych fluidów!

    1. Tak, ten tekst ma swój smutek. Dlatego dziękuję za fluidy. Ma też drugą stronę, tą z doświadczaniem miłości 🙂 Dla siebie i dla innych.

  3. Bardzo ładny tekst. Napisany ładnym językiem.

    1. Jak wiesz, co napisać, to słowa same niosą 😉

Dodaj komentarz