Nauka miłości

Nie zrobiło mi się ostatnio lżej, wręcz jest bardziej mgliście. Z paroma oddechami pozbyłam się ograniczających myśli o sobie, ale siła która we mnie kiełkuje musi mieć dobry grunt do wzrostu. Musi wyrastać z miłości, którą sama sobie dam i którą dostanę.

Niekochani ludzie są źli i smutni. Szukają wsparcia w najróżniejszych rzeczach, ale często te pomysły spalają się szybciej niż niewidoczny cień miłości, za którym gonią. Nie jest łatwo zauważyć w sobie brak miłości. Przecież każdy z nas ma kogoś, kogo kocha. Tym samym i na nas padnie szczęśliwy los w tej loterii. Nie dzieje się tak wtedy, kiedy nie kochamy samych siebie. Przerywamy łańcuch miłości. I robi się w życiu bardzo trudno.

Bardzo mi trudno to pisać (i powiedzieć samej sobie), ale ja walczę o potrzebę miłości. O bycie kochaną bez względu na wszystko, choć może być o to bardzo trudno. I kochać najmocniej jak się da.

Niekochani ludzie zamieniają się wtedy w smutne wydmuszki o szarych twarzach. Zgarbieni przemykają żeby ich nikt nie zauważył. Lepiej się trzymać bezpiecznego szarego świata niż dopuścić do siebie miłość, bo wtedy trzeba będzie robić coś dla kogoś, uzgadniać coś z kimś, być kogoś blisko, troszczyć się o drugą osobę, pamiętać o drugiej osobie. A tego może się zwyczajnie nie chcieć. Ludzie niekochani warczą albo milkną w cichości serca.

Codziennie spotykam ludzi, którzy agresją wyrażają siebie. Nie zawsze oni krzyczą, czasami robi to ich ciało. Są zgarbieni i zapuszczeni, nie przywiązują wagi do strojów, w ogóle do wyglądu zewnętrznego. Całą opinie o sobie wyrażają brudem, wymiętoleniem i obojętnością. Widzę takie kobiety, których w miłości nie spotkało nic dobrego. Zapomniały zupełnie o tym, że były kiedyś kochane i żyją w związkach, gdzie stały się niepotrzebnym przedmiotem. Widzę jakieś przyzwolenie na bycie w nieszczęśliwych związkach, bo przecież w pewnym wieku to nie ma znaczenia. Jak już się tyle lat razem przeżyło to można marazm uznać za normę, można mijanie się uznać za normę, można brak pocałunków, uścisków i spojrzeń uznać za normę.

Jak odpędzić strach?

Tak, właśnie strach tkwi tu najgłębiej. Strach, że ktoś może odejść. Dlatego lepiej się nie wychylać, być biernym, bo nie muszę nic wtedy robić. Nie daj Boże, jeszcze by trzeba było walczyć o miłość.*

 

*Miłość – taki stan, w którym więcej daje się innym niż sobie. I o dziwno, przynosi nam to największe korzyści.

 

 

Dodaj komentarz