Co zrobisz zanim spadniesz z konia?

Najpierw myślisz, jak bardzo będzie bolał upadek. Czujesz uderzenie o ziemię i przeszywający całe ciało dyskomfort. Boli jak diabli. A mogłam się pilnować, żeby nie upaść. Nie dopuścić do łomotu ciała. Mogłam, ale z różnych przyczyn w życiu dzieje się tak, jak ma się dziać.

 

Każdą walkę należy kiedyś zakończyć. Odpuścić z racji poszanowania własnej godności, zadbania o własną wrażliwość i o upragniony spokój. Wcześniej wszystko się rwało do walki. Ręce wyciągały się do przodu, choć trzymała je tona uprzedzeń i złośliwości. Ręce już nie otulają, nie podnoszą, nie dotykają. Jak pojawiło się to uczucie odpuszczenia? Zupełnie niepostrzeżenie. Chyba jest tak, że każdy z nas ma jakiś limit. Coś gdzieś się zmienia, przeciera i kończy. Osiągnęłam stan, w którym nie walczę, a przyjmuję to, co jest. Nic co było moje już nie jest moim. Światem, życiem, domem.

Lista środków zapobiegawczych?

Chyba nie mam najlepszej, bo życie i tak robi swoje.

– Kiedyś bardzo broniłam się przed miłością. Nie chciałam jej za nic w świecie, bo niemożliwym dla mnie było pokochanie mnie samej. W tym doszłam do perfekcji i stworzyłam całą paletę zachowań odstraszających. Wulgarnie mówiła i zachowywałam się. Wydawało mi się, że moje ciało to najgorsza rzecz, jaka mi się przytrafiła. Kompletnie nie umiałam wyczuć adoracji, uwodzenia i akceptacji. Byłam zła. Teraz miłość mnie pokonała.

– Wieczna organizatorka. Uczyniłam z siebie twórczynię wszystkiego, i zatarła mi się granica od pielęgnacji ogniska do tworzenia ogniska. Fakt, że człowiek podąża za talentami, które ma. I mnie tak było łatwiej, robić wiele, bo i tak ogarnę to wszystko na raz. Kto, jak nie ja? No właśnie, a kto teraz ogarnie mnie, kiedy mnie samej nie chce się już dalej działać?

– Narzekanie, zrzędzenie, unikanie. Czysta rozkosz do zapobiegania upadkom. Zawsze widziałam w czymś przyczynę tego, że mam jak mam. Idealnie było nie być zadowoloną z życia, smutną, narzekającą. Wmieszanie się w tłum podobnych mnie, było finezyjnie proste.

Życie jest pędem w galopie. Masywne nogi rwą wiatr na strzępy, falują przy każdym tąpnięciu w ziemię. Ziemia swoje odbiera, ale napręża się i wybija ciało dalej. Pęd nie ustaje. Bez względu na to czy biegniesz sam czy w tłumie, to ta wyprawa dalej trwa. Nic się nie kończy i nie przerywa. Słońce wstaje, ziemia się kręci. I ty też.

 

 

6 Replies to “Co zrobisz zanim spadniesz z konia?”

  1. Koń w galopie jest ptakiem… Przez chwilę unosi się nie dotykając ziemi.

    1. Piękne skojarzenie Piotrze. I bardzo mi potrzebne. Dziękuję 🙂

  2. Codziennie bierzemy się za bary z życiem.Czy nadejdzie czas,na odpoczynek?

    1. Mnie coś ostatnio przeciąża, za dużo wszystkiego. Kwestia, żeby w tym pędzie znaleźć sens i odpoczynku choć trochę 🙂

  3. Natłok spraw i problemów zawsze wywołuje we mnie odczucie, które porównuję z tonięciem. Kiedy przestajemy walczyć i szamotac się, zwykle wpływamy na powierzchnię.

    1. Jest coś w tym. Staję się powoli orędowniczką ciszy i spokoju.

Dodaj komentarz