W pogoni za szczęściem, bo rozum mi niepotrzebny

Nie wszystko da się logicznie przeliczyć. Nie każde dwa plus dwa daje pięć (no dobra cztery).  Za każdym razem, kiedy próbuję myśleć logicznie, to i tak wygrywa namiętność do podejmowania decyzji z serca.

 

Właściwie to kiedy przychodzi moment rozdzielenia w myśleniu? Czy to po burzliwej kłótni z przyjaciółką na podwórku, podejmujesz decyzję że już nigdy nie będziesz dla kogoś dobra, ufała mu, tylko włączysz radykalną kalkulację. I zawsze pamiętasz tę wstrętną dziewczynę z podwórka, która zabrała Ci zabawkę, mimo że Ty dotknęłaś jej pierwsza, co naturalnie oznacza, że jest Twoja. I już koniec z przyjaźniami, miłością, braterstwem dusz. W serce wchodzi złość i stajesz oko w oko z rozumem.

Ha, i tu jest urywek dla mnie. Ja w tej scence jeszcze przez jakiś czas płakałam, czułam się oszukana i niezrozumiana. Chyba najbardziej przez dorosłych, bo byłam przecież „beksą”. A mnie te łzy leciały i nie mogły się zatrzymać, szloch przechodził w spazm i tak to trochę trwało. Nie poszłam nigdy za rozumem, bo zwyczajnie nie rozumiałam pewnych zdarzeń tylko je czułam. Teraz to wiem. Nie jestem winna swojej potrzebie wyciszenia, spokoju, oddania spraw naturalnemu biegowi, uważnemu przyglądaniu się chwili, czucia emocji w pełni i dokładnie takich jakie są. Nie muszę robić inaczej! Także nie mów do mnie Skarbie, że robię coś niezrozumiale, że nic nie robię, zamiast działać. Serce nie sługa.

 

Zawęziłam pole poszukiwań szczęścia

 

Najbardziej dlatego, że odważyłam się walczyć o swoje szczęście. Odpowiedziałam sobie na kilka pytań, czym jest dla mnie szczęście, a czym nie jest. Nabieram wprawy w samotnej walce. Bo nie ma nikogo, kto mógłby ją za mnie stoczyć. Zauważyłam pewną powtarzalność – zanim zrobi się dobrze i przyjemnie, najpierw jest ciężko. Momentami, aż mnie dusi z przeżywania emocji, sytuacji, które nie są dla mnie proste. Muszę je sercem przeżyć i dopiero jestem na drodze do złapania oddechu.

W pogoni za szczęściem zostaje się samemu, bo to wreszcie nie jest zależne od osób wokół nas. Bliscy są potrzebni, żeby być, a nie żebyś Ty istniał.

 

Dodaj komentarz