O wszystkim, z wyjątkiem siebie

O czym pisze OgarniaczChaosu, a boi się zapytać? O co pyta OgarniaczChaosu, a boi się usłyszeć odpowiedź? Co tak naprawdę siedzi głęboko we mnie i boję się tego ujrzeć. Jaką prawdę o sobie chowam?

Siedzę i patrzę na złote drzewo za oknem. Kłania mi się przy każdym powiewie wiatru. Oddaje mi szumną melodię swych liści. Białe gałęzie przecinają błękit nieba, robią to pewnie i delikatnie. Piękno tego widoku mam codziennie, jest mi dane zaraz po otworzeniu oczy. Spowszedniało i nie zachwyca codziennie. A może ja straciła zdolność dostrzegania? Im dłużej z czymś jesteś, tym bardziej nie widzisz. Tym bardziej nie czujesz tego pierwotnego uczucia, które było bazowe do powstania zachwytu. Nawet nad samą sobą. Już zapomniałaś jak to jest mieć radość z samej siebie.

Nie wysycę się smutkiem, dopóki nie zrozumiem dlaczego tak trudno mi zaakceptować i przyjąć do siebie zdarzenia, które mnie naznaczyły.

Przetrawiam ostatnie lata mojego życia, widzę siebie tam ułomną. Strasznie pokruszoną w środku, ale za wszelką cenę trzymającą fason. I innych, przede wszystkim innych, bo przecież to powinnam robić. Dbać, aby innym nic się nie stało, aby czuli się przy mnie dobrze. Stworzyłam schemat działania, w którym zapomniałam o sobie. Ale nie byłam też szczera wobec wszystkich mi bliskich. Nie pozwoliłam nikomu dotknąć prawdy o mnie, bo tego bólu bym nie zniosła. Łatwiej żyć w przekonaniu, że jest się potrzebnym niż czuć prawdziwą potrzebę życia. I bycia sobą w naturalności własnych emocji.

Zawsze myślałam, że jak zrobię jeszcze kolejną rzecz, to będzie już dobrze. Jak wypełnię jakiś punkcik na mapie społeczno-zawodowej to mi powiedzą – Aniu, dobrze że jesteś. Nie mówili, może rzucali słowami, ale nie zakotwiczali ich w prawdzie. Obchodzili się ze mną jak z jajkiem, delikatnie żeby nie stłuc. A ja dzielnie stawałam na czele domu, rodziny, zadań w pracy, planowania wyjazdów. Wszystkiego byle wywiązać się z roli potrzebnej dla innych.

Bałam się zawsze odrzucenia i braku miłości. Okryłam się wstydem, za rzeczy które wyrządzono mnie, a na które biernie przystałam. Zrobiłam show dla świata, a zapomniałam że to ja jestem najważniejsza. Przygrywałam do taktu nie mojej muzyki. Wszystko, bo zawsze musiałam ustępować, żeby zrobić to, czego chcieli inni. Dostałam nie za swoje.

Na ziemię sprowadza mnie COCH, kiedy jej mówię – Wiesz, że jesteś kochana?

– Wiem, wiem – odpowiada, co czuje w głębi.

 

 

2 Replies to “O wszystkim, z wyjątkiem siebie”

  1. Dotknęło mnie… Dziękuję za ten tekst. Po stokroć dziękuję.

    1. Przyjmuję. Proszę 🙂

Dodaj komentarz