Był taki czas

Z czego się rodzi doświadczenie? Skąd dzisiaj wiem, że coś, czego doświadczyłam wcześniej już mija i zostaje mi tylko esencja prawdy? Słyszę rozmowę dziewczynek. „Wiesz, on już miesiąc jest moim chłopakiem. Jest starszy, nie jest z mojej szkoły. Mam z tego same plusy”. Co zostanie im na później? W powiewach miłości rodzi się cud wspomnień, żar dni i nocy. Na przeciwległym biegunie masz studnię bez dna, z echem naszych czasów, że jak coś jest za trudne, to lepiej tego nie tykać.

 

W stanie zatracenia i zobojętnienia najtrudniej o uwagę. Dużo łatwiej o litość, ciekawskie spojrzenia, złote rady. Nie tego zawsze oczekiwałam. Chyba nawet nie tego, żeby ktoś mnie zauważył. Tylko, żeby zabrał mi na chwilę te cholerne wspomnienie, i zabrał mi nazbieraną latami złość i nienawiść do siebie. Zepchnęłam całą siebie w najmniejszą szczelinę, tak aby nikt nie umiał jej dojrzeć. Aby nikt przypadkiem nie wyrwał mnie z błogiego lamentu, z użalania się i wołania o pomoc. Jak nie pozwolę, to nikt tego nie dojrzy. To nikt mi tej krzywdy nie zabierze. Jak nie pozwolę, to będę mogła się zatrzymać się w tamtym momencie, w którym mi będzie rozkosznie potwornie.

 

Wyglądam przez okno, kwiatów na dworze już nie ma, drzewa zostały na swoich miejscach, ale już bez liści. Poopadało to, co niedawno było jeszcze bardzo zielone. Z soczystością ruszyło na podbój dnia. Teraz czasem zawładnęła jesień, która nawet kolory oddała już ziemi. Żółć zrobiła się zgniła, czerwień nabrała brunatności, po zieleni nie ma już śladu. Jak po wielu rzeczach, miejscach i osobach. Zniknęły emocje i wrażenia, zostało tylko doświadczenie.

 

Oczekiwania wobec siebie

 

Chyba oberwałam najgorzej. I zatraciłam granicę, kiedy to doświadczenie puścić, kiedy dać sobie już z tym spokój. Płaczka nad własnym nieszczęściem. Co zabrało mi wiele lat szczęścia, uśmiechów, euforii życia. Teraz wracam do siebie, po bardzo długiej podróży. Choć czasem mały strach w środku jeszcze migocze, jeszcze próbuje mi zamieszać. Podsyłam mi obrazy, w którym jestem naszprycowana złością, podejrzeniami, absurdalnymi oczekiwaniami. Ale łapię te momenty, biorę oddech i wracam do środka siebie. Z doświadczeniem tej, której nie wszystko się udało, bo wcale nie musiało. Tej, która raniła i rzucała kolcami, bo bała się odkryć własną wrażliwość. Bycie dobrą dla innych ze strachu przed samotnością.

***

Teraz pozwalam Ci odejść, bo nie ma w niczym przymusu.

Daję Ci wolność, bo nic nie jest wieczne.

Daję Ci czas, bo płynie on tylko dla Ciebie.

Dodaj komentarz