Współodczuwanie

Bardzo chcę mi się płakać, gdy widzę coś smutnego. Jakby ten ból i żal przechodził na każdą komórkę mojego ciała. Porywa mnie do tańca, gdy widzę miękki i ekspresywny ruch ciała u kogoś. Chcę, aby dźwięki porwały mnie tak jak jego. Czasami chcę, aby ktoś poczuł, co u mnie. Ale zaraz potem nie chce mu dawać tego nadmiaru emocji i zatrzymuję je u siebie.

 

W ciężkich chwilach najłatwiej jest w kimś upatrywać uwolnienia. Wierzyć i czekać, że ktoś przyjdzie i zdejmie z nas ten ciężar. Załapałam ostatnio mikrosekundę w spojrzeniu, która mnie zatrzymała na dłużej. Szybki oddech utrzymał mnie w równowadze. Bo moje oczekiwania nie muszą się w kimś realizować, chyba nawet nie powinny. Wracałam do domu z COCH, po ciężkiej wizycie u lekarza. Takiej wiecie, mocnej, z płaczem. Moim wsparciem z całego serca, choć w głębi cierpiałam mocno. Takie towarzyszenie, w którym nic poza byciem nie mogłam zrobić. Przeżyłam to bardzo silnie i na ułamek sekundy, kiedy wróciłam do domu chciałam się tym podzielić z SOCH. Wyrzucić cały ten żal i otrzymać zrozumienie i wsparcie. Spojrzenie głęboko w oczy, na tyle mnie otrzeźwiło że w każdej komórce mojego ciała poczułam – Nie przerzucaj tego na niego, nie oczekuj od niego Twoich reakcji i odpowiedzi. I się skończyło, czas na tę reakcję zniknął, minął. Ja zostałam z poziomem oczekiwań, które wyrosły ze mnie, i tu na ten moment musiały pozostać.

To dlaczego od innych chcemy recepty na własne uczucia?

Z jednej strony cenię sobie swoją prywatność i indywidualność, ciężko wypracowywaną. W tym sensie, że budowaną na wielu zdarzeniach, niepowodzeniach i radością. Z drugiej, tak bardzo ciągnę do ludzi. Tak mocno chcę przeżywać bliskość, wsparcie i współodczuwanie mnie. Chcę być blisko osób, które nie będą niczego ode mnie wymagały, dla których będę akurat. Poczułam w sobie wszystko na odpowiednim miejscu. Nie ma walki między miękkim brzuchem, a twardymi ramionami. Zostawiam w spokoju zmęczoną twarz i oczy w kolorze zieleni. Zostawiam w pewnym kroku i w niepewnym spojrzeniu. Odpuszczam wszelkie oczekiwania, bo na odczucia czekam głęboko. Szykuję się na pasje, essy-floresy i migotliwe drżenie codzienności. Coś, co tak bardzo kocham.

I Każdemu daję prawo do takiej wolności.

Najcudowniejsza COCH pyta mnie, czy podobał mi się film? (Byłam na poruszającym „Van Gogh. U bram wieczności”). Odpowiadam, że tak wzruszyłam się na końcu. Płakałaś? Tak, płakałam. Dlatego nie lubię z Tobą chodzić do kina.

Gdzieś tam indziej przynajmniej jesteśmy razem.

 

Dodaj komentarz