So tired

Zmęczenie potrafi boleć, dokładnie wkłuwając się w każdy centymetr ciała. Myśli stają się mniej klarowne, ruchy powolne, a przestrzeń wokół jakoś niesprzyjająca. Samotność i zmęczenie wbija się w ciało, asymiluje się z ruchami i gestami. Z czasem już nie wiesz, co robisz z werwą, a co machinalnie. Czy jesteś dla kogoś, czy tylko starasz się być dla innych, a o sobie zapominasz.

 

W gonitwie przedświątecznej powiedziałam, że odpuszczam. Te wszystkie starania, żeby każdego zadowolić. I zrobiło mi się po czasie bardzo smutno, bo jakoś wcale mi to nie pomogło. Momentami wiało w kątach samotnością, i jakimś brakiem obecności, za którym bardzo tęsknię. Dałam sobie więcej czasu dla siebie, i to z pewnością największa wygrana tego czasu.

W tym byciu dla każdego jest też jakiś urok, przynajmniej dla mnie. Daje mi to poczucie użyteczności, bycia potrzebną dla kogoś. Mnie jest miło, gdy buduję przestrzeń wspólną. Gdy jestem dla kogoś ważna w rozmowie, w byciu, czy nawet w tych wszystkich potrawach. Powolne snucie się po domu przerywały rozmowy, oglądanie filmów, leżenie. Tylko czemu tak bardzo boję się wrócić do codzienności? Co mnie czeka, kiedy zniknie otoczka świąteczna?

Na dworze się już zrobiło zupełnie cicho. W domu pomrukują głosy, ciche szurnięcia, drobne kroki rzucają się cieniem w świetle migocącej choinki. Wszystko jest bardzo leniwe.

 

***

Przez jakiś czas będę odpoczywać, zbierać siły. Dlatego w najbliższym Roku postanawiam być bardziej dla siebie. Z pewnością być bardziej w pisaniu, dlatego kto poczytuje Ogarniacza będzie miał ze mną kontakt. Chyba to najlepsza forma dla mnie, potrzebuję ochrony i muszę ją sobie zapewnić. Słowa to jedne z tych tarczy, które mnie niosą, które śpiewają mi swoją pieśń, a ja ją skrzętnie notuję. Rok 2020 piszę się w bardzo moich barwach.

 

Głaskam się sama po duszy.

 

 

Dodaj komentarz