(Z)mowa ciała

 

Gdzie i kiedy rodzi się piękno? W jakim zakątku duszy się czai? Umówmy się o swoim pięknie wiem teraz więcej, niż chwilę temu, kiedy wstyd, pogarda i zwątpienie odbijały się w lustrze zamiast mnie. Na widok siebie odwracałam wzrok, do zdjęć stawałam z tyłu. Każdy możliwy komplement wyprzedzałam ripostą, równie brutalną, co głupią. Mojego budzącego się piękna dopiero się uczę.

Na lekcji rysunku uczniowie kompletnie polegli na rysowaniu ciała. Wielu z tych młodych, pięknych i tak soczystych u przednówku swojej życiowej drogi spojrzało na swoje ciało technicznie. Głowa nie miała twarzy, tylko stanowiła punkt odniesienia do proporcji ciała.

– A wiesz, że głowa mieści się siedem razy w ciele? – powiedział do mnie SOCH. Rzecz jasna nie wiedziałam,, bo w proporcji ciała ja zawsze widziałam jakiś brak. Miałam za krótkie nogi, za małe piersi, za duży brzuch. Gdzie bym myślała, że głowa może stanowi istotny punkt odniesienia? Jak się okazuje teraz, stanowi i ma, pojemność na wiedzę, na dostęp do relacji z sercem, ciałem i duszą. I ma wymiar bardziej wewnątrz siebie niż na zewnątrz.

– Przyjmując kontrapunkt (czyli taka pozycja ciała jakbyśmy robili baczność-spocznij) czubek głowy jest w prostej linii z pietą nogi, na której stoisz. Nogi wychodzą z miednicy, a nie z brzucha. – wymieniał dalej.

Przypomniałam sobie, że w moim rysowaniu ciała wszystko przypominało raczej rozchełstaną choinkę, ponurą już i zastygłą w ruchu. Potem przez długo na tej postaci nie było uśmiechu, proporcji i kształtów. Broń Boże kształtów, bo te stanowiły według mnie przyczynek do wielkiej tragedii. Określanej przez rozmiar biustu, szerokość bioder, masywność ud.

Moja cielesność zostawiła mnie z tym wszystkim, nie zrozumiałyśmy się, że mamy prawo za sobą nie nadążać. Dojrzewanie jako bolący przymus ciała, coś co naturalnie wypływa z rozwijającego się organizmu, dla mnie w młodości nie stanowiło niczego dobrego. I nic dobrego przyszło, wywołane falującym ciałem w przerażonej duszy. Skąd można wiedzieć, że mowa ciała to nie gesty duszy? Że w budującej się kobiecości nie wszystko jest jasne, że zmienia się za szybko i czasami zbyt boleśnie. Zabrakło wzorców, zabrakło słów, aby zatrzymać atak. I już zawsze moja kobiecość i seksualność była obok mnie, nie wszyta w mój skafander, tylko złapana cienkimi nićmi.

Obecność

Przyjęcie tego, co się wydarza jest trudne. To zawsze jakaś niewiadoma, uda nam się czy nam się nie uda. Trzeba pozbyć się oczekiwań, cichutko słuchać tego co się wydarza i być ufnym. Ufnym, że jak wierzysz, to będzie dane, że jak podążasz za głosem serca, to Cię zaprowadzi w bezpieczne miejsca. Tego, że wystarczy być i ufać, a cała reszta się wydarza.

O rzeczach, które już się wydarzyły mówić jest trudno. Mnie jest trudno. Zwłaszcza o rzeczach, które się wydarzyły i zniszczyły cały krajobraz. Emocje stłumiły pożar, rozgrzebały mnie w środku, ale nie pozwoliłam im wyjść na zewnątrz. Oddzielając emocje od zdarzeń, zostaje mi sam fakt, nienaruszalny i niezaprzeczalny. Rzeczy dzieją się, słowa płyną, gesty mówią. A Ty Aniu, jesteś. Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać. Przepraszam Aniu, że tak długo zwlekałam z zauważeniem ciebie.

2 Replies to “(Z)mowa ciała”

  1. Świetny tekst, ogromnie się wzruszyłam.

    1. Cieszę się, że dobrze go przyjęłaś. W tym zabieganym czasie. Mnie on też bardzo poruszył.

Dodaj komentarz