Nie/dopuszczam

W każdej chwili marzę o kolejnej. Widzę siebie gdzieś dalej, w tej cudownej wizji, którą utkałam sobie w sercu. Tymczasem rzeczywistość dostarcza trudu, rozczarowania, niezrozumienia. Dlatego odpycham to, co się dzieje, nie chcę poczuć i obejrzeć się w tym świetle. Za bardzo boli to, co widzę i czego unikam.

 

Najbardziej nie chcę pamiętać stanu, kiedy odpuściłam sobie wszystko. Bolało wstawanie, chodzenie, oddychanie. Zrezygnowałam z siebie prawie na całego. Obojętność to było najlepsze określenie mojego stanu wtedy i dotyczyła wszystkiego z włączeniem mnie. Cudem przyszło przebudzenie, wyrwanie się z tego stanu. Nie wiem jakim cudem miałam siłę walczyć o siebie, jak mogłam funkcjonować, być i żyć, kiedy w środku wszystko się zawaliło. Dla siebie, zrobiłam to w pierwszej kolejności dla siebie, potem odbudowałam najbliższości wokół mnie.

 

Naprawa to dopiero początek

 

Powiedzenie TAK to początek. Czuję to w każdej bolącej komórce ciała, w każdym pełnym wdechu kiedy buduję i dopuszczam się bliżej do siebie. Widzę to w ukochanych drobiazgach dnia, kiedy nagle w radiu grają piosenkę, która akurat odpowiada na mój stan wewnętrzny. Albo w osobach, które się wokół mnie pojawiają i pytają o coś, lub w osobach, które znikają, bo w pewien sposób nie jesteśmy już dla siebie. Widzę to w miłości, wszechogarniającej miłości, która trzyma mnie w pionie, pozawala sercu bić, a duszy widzieć dalej.

Cała zabawa zaczyna się dalej, kiedy już czujesz zmianę (i to nie zawsze jest przyjemne uczucie) i wyrywasz się do przodu. Przecież oczekiwałam czegoś innego? Nie tak miało być? Ten stan to jakieś nieporozumienie? I na tym polega ta zmiana? Lęk przeszywa skórę, kryje się w zakamarkach. Wiem, co u mnie jeszcze się chowa. I tak boję się tego, co ma to odkryć, że podświadomie chcę opuścić najlepsze dla mnie miejsce – tu i teraz. Tkwię w odkrywaniu masek, autoochrony opanowanej do perfekcji. Odrzucam, dopycham, i nikt się specjalnie nie dobija. Ale zauważam ten stan, i mimo pragnienia wielkiego, nie opuszczam go. Chcę wyczuć wreszcie siebie, rozpuścić się w swojej kruchości, zobaczyć swoje piękno.

Rozpoznać granice, kiedy lęk topnieje pod każdym gestem pełnym odwagi. Mojej odwagi do życia po mojemu, ze mną w roli głównej. I wtedy poczuć jak dopuszczenie innych to tylko kwestia zmiany perspektywy i spojrzenia, bo wszystko jest przy mnie, tu i teraz wypełnione miłością.

 

 

2 Replies to “Nie/dopuszczam”

  1. Aniu, pomyśl o tym, aby nagrywać do tych wpisów też audio 🙂 Chętnie posłucham 🙂

    1. A może, kiedyś 🙂 Ciebie dobrze mi się słucha! Dziękuję za przeczytanie, to ciężki dla mnie tekst.

Dodaj komentarz