Jestem okruszkiem

Tytuł, jak tytuł. Dla mnie milowe słowa, kamienie na drodze zmiany. Dotarły do mnie podczas warsztatów, kiedy miałam tylko oddychać. Nic więcej, a ja czułam że nie umiem i tego. I kiedy padały piękne słowa i dzielenie się doświadczeniami, mnie padło właśnie to. I komu mam to powiedzieć, żeby mnie wyśmiali? No to mówię Wam?

 

Potęga bycia wielką i zauważalną. W chaosie krzykliwości, jaka przed wiele lat mnie definiowała, to nie było trudne. Łatwo było pancerzem okryć całą siebie, bo wtedy przemknę, nikt mnie nie zauważy. Chociaż zaraz, przecież ja chcę być zauważona. Ale jaka znowu ja? Niedoskonała, przeciętna, szara i smutna, z nadwagą, w złych ciuchach, w nie tej fryzurze. Dlaczego nikt mnie nie dostrzega? Wiem to teraz, bo zakryłam wnętrze. Coś kiedyś we mnie pękło i rozlało maź na całą mnie. Zatkało mnie i przestałam oddychać.

Fenomenalne zalety oddechu leczą mnie od jakiegoś czasu. Wzmacniają mnie, zatrzymują w miejscach, od których już się nie da uciec. Są jak drogowskazy, te wdechy i wydech rozpędzają chmury i wskazują cel. Łatwy, trudy, bolesny, radosny. Tyle doświadczeń, ile potrzebnych było do zdefiniowania mnie. I wypowiedzenia najgorszych wstydów, lęków, traum, zapomnień, odrzuceń. Po to, żeby zobaczyć siebie w całości. I dostrzec radosne chwile, sukcesy i głośny śmiech, wzruszenie, ciepło, miłość.

Wyjątkowa wrażliwość rodzi się etapami, wtedy kiedy dopuszczasz do siebie możliwość czucia bardziej i więcej. I teraz, jak to czytasz, wiesz że miałeś/miałaś te momenty. Drżenie ciała przy przeżywaniu wysokich emocji, bicie serca w wezwaniu do uczucia, szelest duszy, kiedy wokół Ciebie grało coś więcej niż rzeczywistość. Ta magia to czyste wnętrze. To najgłębszy i największy skarb, To Ty.

Takie momenty  mam teraz, kiedy jestem kilkoma osobami jednocześnie. Jestem Einsteinem, kiedy wstaję rano, bo moje krótkie włosy w naturalny sposób kotłują się w nocy we wszystkie strony. Jestem panią Mariolką ze szkoły, kiedy zwiążę włosy, bo wyglądam wtedy dokładnie jak ona. I jestem piosenkarką, kiedy wyśpiewuję wypisywane palcem na mojej skórze I LOVE YOU. Moja kochana COCH, jak zawsze na straży prawdy 🙂

Tym wszystkim jestem jednocześnie i jednocześnie tym nie jestem, bo jestem sobie samą. W tych chwilach, kiedy samotność została nam wrzucona obligo, ja czuję w każdym centymetrze ciała zatracanie tej samotności na rzecz innych. Trochę wyjść z samej siebie i dać innym, to co mogę dać najbardziej. Aby było spokojniej, radośniej, że to jeszcze kilka dni, jakiś czas, że tak trzeba dla dobra ogółu. I kiedy w tej zbiorowości uciekam do samotności samej ze sobą, kiedy płaczę i krzyczę w środku, że to nie może się dziać, że nie mogę znowu przechodzić to rozdzierające uczucie. Kiedy jesteś w bólu, bo ilość bodźców i zdarzeń, jest niemożliwa do przyjęcia na raz. Kiedy naturalnie chcemy być ze sobą razem, przeżywać stadnie te wszystkie emocje i uczyć się, że będąc daleko, można być bardzo blisko serca.

2 Replies to “Jestem okruszkiem”

  1. Dziękuję 🙂

    1. W czymkolwiek i we wszystkim 🙂

Dodaj komentarz