Zawirował świat

Spokojniej wieje wiatr, drzewa kołyszą się w zwolnionym rytmie. Jedno dotyka drugiego, razem wirują na płaszczyźnie ziemi. Z perspektywy mojego okna widzę ich korony, rozłożyste i chwalebne. Ale poniżej mają przecież silne pnie i korzenie sięgające głębiej niż mogę sobie wyobrazić. W tym momencie nie muszę pojmować wszystkiego umysłem, bo chwila jest z doświadczania i bycia, potem dopiero przechodzi w intelektualny wir wspomnień.

Czas się nie zmienił, bo jakby mógł ruszyć swe stałe posady? Zmieniła się przestrzeń i może teraz nam łatwiej zauważyć czym ten czas dotychczas wypełnialiśmy. Tyle jest krzyku wobec zamknięcia, narzuconego stanu, który ma pozwolić czuć się bezpieczniej. Nie ma już ucieczki od jednego niewygodnego bycia gdzieś na spotkaniu, do drugiego bycia w niewygodnej pozycji na kanapie. Teraz „powinieneś” rozgościć się w małej przestrzeni wokół Ciebie, i rozszerzyć je mocą swojej wyobraźni dalej i dalej.

Słyszę, widzę, czuję

Rano, to może nie zupełnie nowe, słyszę powietrze na dworze i dziejące się w nim rzeczy. Mam możliwość usłyszenia ptaków, szumu drzew, przejeżdżających samochodów (normalnie rozpoznaję ich ciężar!). Słyszę pierwsze myśli i królika za ścianą, słyszę szum pieca rozchodzących się w kaloryferach, słyszę cichą pracę lodówki. Słyszę drewniane schody, uginające się pod ciężarem domowników. Mieszają się dźwięki przychodzących maili, powiadomień, lekcji on-line, wideorozmów, syku czajnika, łapania oddechu i przyjmowania tej rzeczywistości. Okazuje się, że każdy znalazł swój klucz, metodę na bycie w tym momencie, który wczoraj nie był w planach, a za parę dni będzie odhaczony we wspomnieniach.

Widzę w ilu pozycjach potrafi spać mój kot i ile razy ja zmieniam swoją, na tej samej kanapie! Ile gimnastyki kosztuje mnie wykonanie planu dnia, choć rozwleka się ona jak tylko chce. Moja praca, dzieci szkoła to dwie inne galaktyki, a mój czas wolny ktoś skradł. Widzę częściej moje ciało, dotykam włosów, twarzy, uczę się wyglądu siebie. Nie wyobrażenia o sobie tylko mojej prawdziwości. Oczu, nosa, bioder, cery, włosów. Widzę ogrom wokół siebie, widzę rzeczy które ułatwiają mi codzienność. Lodówka, pralka, zmywarka, piekarnik, odkurzacz, laptop, lampa, kanapa, wanna. To wszystko materialne, czym wypełniony jest dom pomaga w sprawnym funkcjonowaniu. Widzę zależność pomiędzy przedmiotami i moją sprawność. Widzę obfitość.

Czuję wnętrze ciała, spięcie wokół serca. Czuję oddech rozluźniający cały organizm. I czuję kiedy jest mi lepiej, a kiedy gorzej. Czuję, że czasami tego nie ogarniam, zalewa mnie fala paniki. Czuję potem uścisk moich ukochanych i jest mi lżej. Czuję lekkość na duszy i kiedy nie przygniata jej ciężar zobowiązań i wyobrażeń. Czuję zapach kawy, smak potraw i pełnych pęcherz, kiedy nadmiar prosi o wolność. Czuję troskę i miłość z takim uczuciem, że chciałoby się dla każdego najlepiej, inaczej i każdemu wyjątkowo. A przyjąć trzeba, że można tylko w jeden sposób, że każdemu dane jest coś innego, i choćbym przeskoczyła góry, to pewnej rzeczywistości nie zmienię. Ale mogę zmienić jej odczuwanie, czuć mocniej i głębiej.

Czuję, że wszystko ma swój czas.

Czuję, że świat się zmienia i to jest w mojej rzeczywistości.

Dodaj komentarz