Kwarant-Anna


Jak myślnik w tym wyrazie, tak ja czuję się oddzielona w tym czasie. Od ludzi, przyzwyczajeń do miejsc, potrzeb, grafiku działań. I miesza się trochę potrzeba działania i lęku, strach ma czasami duże oczy. Dopada mnie, ale kiedy go przyjmuję mija szybciej niż bym go zostawiła nietkniętego w kącie.

Spowszedniał mi dzień, jeden stał się podobny do drugiego. Dom przerodził się w szkołę, biuro, kino, salę ćwiczeń i oazę spokoju. Czuję się momentami wyeksploatowana, bo we wcześniej znany sposób nie mogę od niczego uciec. Wszystko dzieje się tak blisko mnie, dlaczego więc wcześniej było rozsiane po różnych miejscach?

W życiu wszystko krąży i się zmienia. Na przykład z mojej perspektywy przedmioty ostatnio wyglądają inaczej. Dłużej patrzę na rzeczy w domu i mnie zatrzymują przy sobie. Przypominam sobie jak się pojawiły, skąd się pojawiły i co dla mnie znaczą. Zauważam też tego, co nie ma. Tego wszystkiego co miało swój czas i zniknęło.

Ja dostrzegam piękno chwili i danego czasu:
  • mniej gonię, więcej siedzę. To zmienia perspektywę środka lokomocji. Nie samochodem, tylko kanapą docieram do pracy,

  • poznaję smaki i zapachy. Zupełnie nowe kuchnie, różnorodność posiłków, radość z jedzenia.

  • mniej szykowania ubrań, kreacji. Więcej piorę dresów, T-shirtów. Strój do pracy stał się bardziej przyległy ciału 🙂 Ciało walczy o przestrzeń w dresie!

  • ciało, więcej ciała! Bez makijażu inaczej widzę swoją twarz. Jestem piękna i bliżej siebie. Choć za jakimś szałowym lookiem trochę tęsknię,

  • więcej udzielam odpowiedzi niż zadaję pytań. Pyta się mnie o matematykę (brr), o plany na przyszłość, o słówka z angielskiego. O wszystko i często, dużo więc mówię do innych. Choć inni są bardzo ograniczeni liczbowo 🙂

  • mniej się rozpraszam, jestem bardziej skupiona na swoich sprawach. Zauważam wiele niepotrzebnych rzeczy, które robiłam po to, aby nie robić tego co kocham 🙂

  • wdzięczę więcej. Każdego dnia, za najcudowniejsze najmniejsze drobiazgi dnia. I za wielkie sprawy, które docierają do mnie. I dopuszczam do siebie pragnienia i potrzeby,

  • doświadczam nowych reakcji w małej grupie badawczej, ale też i wielkiej przestrzeni internetowych społeczności. Wow!

  • lubię siebie coraz bardziej. I w tych znajomościach i nieznajomościach staję się znowu sobą.

Może to jest próba generalna?

Do tej pory funkcjonowałam w ruchu. Naturalnie przecież, skoro się wstaje, wychodzi i wraca. Jasne logika podobna jak u każdego, ale teraz widzę że za dużo zabierałam za sobą, a jak zostawiałam to nie zawsze do mnie wracało. Większość życia poza domem, zostawiając cząstkę siebie w wielu miejscach, dzieląc się potencjałem. Kocham wymianę, kocham dawanie i branie, i stawanie się. Tyle radości, nowych uczuć, kiedy trafiasz na grono, w którym jesteś w całości akceptowana. Choć tak akceptacja jest bardzo bliziutko mnie, w samym środku serca. Doszłam do wniosku, że potrzebuję stada. Człowiek jako zwierze stadne lubi się grupować i ja już wiem gdzie. Blisko ludzi prawdziwych, z krwi i kości. Z prawdą w oczach, w sercu i oddechu. Nie chcę przymusu, stawiania się na rozkaz. Może zadziała prawo przyciągania, bo sama się taka bardziej stałam?

Dodaj komentarz