Zmiana ustawień

Wyblakło mi poczucie humoru. Toczy się jakieś życie, jakaś dyskusja gra w tle, ale mnie omija. Jak mgła, żeby zawrócić do trendu, coś się rozprzestrzenia, a mnie jak  niepasujący przedmiot omija. Wszystko stało się wyznacznikiem trendów, nawet niskich, ale przynajmniej udających wspólnotę. Ja jestem obok wszystkiego, staję się obca, wyodrębniania.

Remont wyznacza pewną granicę. Wzięłam się ostatnio (ze wsparciem 😉 ) za malowanie, przestawianie, a przy okazji przeglądanie, wyrzucanie i oddawanie rzeczy. Z wdzięcznością za to, co było i z otwarciem na nowe, choć gdzieś w głębi mnie kuli się nostalgia i wzruszenie. Zmiana wprasza się w nową przestrzeń i trochę na dziko pokazuje swoje kształty. Zamykasz oczy i jeszcze widzisz stare kolory ścian, meble, a gdy je otwierasz, znikają. Bo przecież tam gdzie stała kanapa jest puste miejsce. Wiele rzeczy się skurczyło, część sobie poszła, szukając ładu gdzie indziej. Tam gdzie ściany były koloru jagód, wkradła się soczysta brzoskwinia. Tak gdzie znajome dwa iglaki pięły się w górę i w górę teraz widzę niebo, dach domu sąsiada i modrzew, który przywodzi mi na myśl egzotyczne wyspy. I takie na moment życie pokazuje się poukładane, wysprzątane, by zaraz ze środka człowieka zawołać, że ta zmiana to jednak trochę boli.

Widok z okna teraz jest zupełnie inny. Ściany mają inny kolor, meble inne ustawienie, przestrzeń się zmieniła. Potrzebuję chwili, aż nowe stanie się przyjazne, a nie będzie przypomniało o minionym. W przestrzeni czterech ścian żyje się schematem. Ułożenie rzeczy ma być wygodne dla lokatora, przedmioty mają być użyteczne. Wszystko spełnia jakąś funkcję, tak jak i ja w swoim nowym świecie buduję swoją funkcję.

Wypełnianie przestrzeni, budowanie relacji

Gdzieś słyszałam, że co 7 lat powinno się zmieniać pracę, bo przyzwyczajamy się, osiadamy na mieliznach swoich możliwości. Podobnie w przestrzeni osobistej co jakiś czas zmieniają się wokół nas ludzie, bo i my się zmieniamy. Ktoś odchodzi, ktoś zostaje. Zdecydowanie mam teraz czas puszczania relacji, zmiany tych, które bolały i ich czas minął. Nigdy nie myślałam, że tak będzie, że w kolejny etap życia będę wchodziła sama. We własnej odpowiedzialności, w poczuciu wsparcia siły niewytłumaczalnej, w poczuciu spokoju, choć w sercu jeszcze burza, w poczuciu szacunku do wolności. Do tego jest jeszcze czas, który niczego nie pospiesza, pokazuje normalność zmiany stanu świadomości, życia osobno i tego, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

***

Co mnie omija, kiedy mnie już nie dotykasz? Zapomniałam o tym, albo nie chcę pamiętać. W odosobnieniu żyje się tak samo szybko, powietrze porusza tymi samymi słowami, które wyznaczają rytm i porządek. Bezład wkradł się w serce, zbolałe wspomnieniami, które szuka dwóch bić choć zostało jedno.

 

Dodaj komentarz