Mężczyźni

Pojawiali się w moim życiu etapami. Każdy z nich zabierał coś ze mnie, pokazywał coś we mnie i dawał coś od siebie. Równowaga w tych relacjach nie była moją mocną stroną. Choć bez mężczyzny nie było mnie na tym świecie, to … No właśnie.

Pamiętam, jak w pierwszej klasie podstawówki pani usadzała nas w ławkach. Najlepiej w parach, żeby było po równo, i wesoło, i sprawiedliwie. Pani posadziła ze mną najprzystojniejszego chłopaka w klasie, wszystkie dziewczyny się w nim kochały. A mnie oblało uczucie speszenia, niedowierzania, że wcale nie umiałam się tym jakoś cieszyć. Bardziej myślałam, że to nie dla mnie, że taki przywilej to nie dla mnie. Pierwsze szkolne miłości mają w sobie jakiś dreszczyk, który wspomina się po latach. I często nic z nich nie zostaje. Mnie nie została żadna szkolna, licealna, studniówkowa miłość. Zostało mgliste wspomnienie pragnień, które z braku żaru po prostu zgasły.

W tej grze, zwanej zauroczeniem, zabrakło mi wiedzy o podstawowych gestach. Ominęłam lekcję o wyczuciu, słuchaniu intuicji, dbania o swoje granice. Za to łatwo zaczerpnęłam wiedzę z nadużycia, nadmiernej ufności i pragnienia bycia kochaną mimo wszystko.

Tata. Silny i mocny, niedostępny wtedy kiedy chciałam, ale w bliskości ze mną kiedy go już nie ma. Niezliczone razy się na niego złościłam, za tę jego upartość i nieustępliwość. Za wymagania wobec mnie i wysoko postawioną poprzeczkę. I przepraszam, że zawaliłam i nie wzięłam Twojego wsparcia wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałam. Wszystko trzymał na barkach, wiarę w lepsze jutro i dom, która zaniosła go daleko. Może byłby i dalej, ale przyszła choroba i na wiele lat go zatrzymała. Został wtedy w domu i trochę bardziej dla mnie, bo udało nam się na finiszu bycia razem domknąć tyle spraw. Na zawsze pozostanę za to wdzięczna.

Mąż. Pierwszy, który mnie zauważył i dopuściłam go do siebie. Na wiele lat, na wiele cudownych przeżyć, na wspomnienia dobre i złe. Miała być miłość bez końca.  Za doliny , za szerokie, czerpaliśmy z siebie jak ze źródła. Na tyle ile było nam dane i najlepiej jak potrafiliśmy. Na zawsze pozostanę za to wdzięczna.

Jednego z nich nie wymienię, bo krzywda została już wybaczona, a napisanie o tym zawróciłoby moje myśli do tamtego czasu. A ja już nie chcę w tamtym czasie żyć.

 

***

A gdybym Cię przywołała mężczyzno z moich snów, to byś przyszedł? Czyjej odwagi potrzeba do bycia razem?

Dodaj komentarz