23.23

W nocy myśli bywają różne. Jedne galopują i rozbijają się o fasadę snu, drugi gdzieś się zaktowiczają. Czasami mam myśli sięgające wiele lat w przód, do miejsc które nawet nie wiem czy się wydarzą. Na inne myśli dobrze działa szybka pobudka, zapisać się zanim zapomnę, bo minuty lecą, czas leci. Na wszystko dobrze działa czas który sobie daję, aby pewne sprawy mogły się potoczyć swoim rytmem.

 

Czas na mały rachunek sumienia. Po pierwsze z wdzięczności za ciszę i łagodność, którą wybrałam za przewodniczkę. Do minimum zredukowałam kompulsywne poszukiwanie rozwiązań w Internecie, gazecie i w każdym innym odbiciu. Jak już tam docierałam to filtrowałam przekaz jeszcze raz, po kilku dniach nieobecności w łączach tego świata, przymykałam oczy na wszystko co nachalnie wołało o uwagę (nieprzeczytane i nie tknięte przeze mnie). To co miałam zobaczyć i tak dostało uwagę, a to co naprawdę się pojawiało w jakiś dziwny sposób było idealnie dla mnie.

 

Wystarczy odpuścić i się wsłuchać. Dojrzeć głębiej siebie, do środka tych niewygodnych myśli i uczuć, które zawsze tak uwierały. I pragnień, które miały się ziścić, a wyszło zupełnie inaczej.

 

Przychodzę do Was z moją zwyczajnością. Całkowicie i całą sobą, z ciałem moim, sercem moim i duszą moją. Bez upiększeń i dodatków, bo te ode mnie odpadły. Nie mam nic do zaoferowania oprócz siebie. Nie mam pracy, o której mogę powiedzieć że mnie satysfakcjonuje tak jak kiedyś. A może mnie już w niej tyle nie ma co kiedyś?

Mogę powiedzieć, że z miejsc w których pracowałam lubię pojedyncze wspomnienia. Zawsze chciałam być bardziej, pokazać mocniej, zrobić najlepiej. I z czasem i tak zostawałam znowu sama ze sobą. Nie mam wyglądu, który może mówić o mnie więcej, niż to ciało, które towarzyszy mi od początku. Nie znam się na stylu i komforcie, raczej całe życie walczyłam tak, żeby było mi niewygodnie. Bo chcąc być bardziej widoczną, bałam się coraz bardziej odsłonić.

Nie mam pełnego konta w banku, nie znam się na inwestowaniu. Choć fortuna mi sprzyja, to obfitość niematerialna jest moją mocą. Czaruję coś z niczego, zawsze! Ale umiem przyciągać dobro, wpada w moje otwarte ramiona. Coraz więcej z wszechświata wpada do mnie gestów mówiących, o jak dobrze że tu jesteś.

Codziennie przeglądam się w lustrze i kocham siebie bardziej. I uśmiecham się do tych okrojonych kawałków siebie, pełnych nadużyć, manipulacji, zazdrości, gniewu. I chwalę sobie, że już się ich nie wstydzę.

Chwalę codzienność i z tym teraz jestem. Zmieniło się u mnie tak wiele, plany poszły w łeb, że nie trudno obić się o starą kanapę, zjeść śniadanie z wyszczerbionego talerza i spojrzeć na miejsca w domu, które już wieją pustką. Poczuć zapach chłodnego powietrza, w domu gdzie hula wiatr. Powiew duszy, która woła weź mnie więcej. Z mikroskopijnych kawałków składam moje serce. Pewnym głosem śpiewam moją pieśń. Niech was skowyt nie zwiedzie, to całe stado kobiet śpiewa we mnie. Kołysząc biodrami niosę przed światem moją historię.

Nie rzucam słowami na wiatr tylko celebruję ciszę. Mniej mówię, więcej słucham. Przyglądam się ludziom i światu, pochylam się nad odbiciem siebie, nad zobaczeniem w tobie mnie samej.

Mam plany, marzenia i wrażliwość, czułą jak podmuch wiatru. Dojrzałam do łagodności. Mówię to, żeby nie tworzyć kolejnej ściany do mojego serca. Serce urosło i jest większe niż mogłam sobie wymarzyć. I stojąc teraz w kwiecie życia, pełnia we mnie przemawia. Nie zaplanowana, nie wystudiowana, nie warcząca i krzycząca. Zrodzona z miłości do siebie.

 

Jestem.

Spokój. Głębokie wejrzenie. Iskra.

 

 

Dodaj komentarz